(249-15)
Nazywam się Anka Krupa. Mam 26 lat. Nie mam rąk. Taka się urodziłam. Dokładnie 21 sierpnia 1981 roku. Moja córeczka urodziła się pięć po siedemnastej, osiem miesięcy temu. Wychowuję ją sama. Tak się zdarzyło i już. Mieszkamy w Piekielniku, koło Czarnego Dunajca. Do miasta jest daleko, więc robię prawko. Samochodu nie mam i pewnie długo mieć nie będę, bo mamy z Emilką 1500 zł na miesiąc, ale słyszałam, że PFRON coś dopłaca, jak się ma "prawko". No to robię. U nas szkoły nie mają samochodów z automatyczną skrzynią biegów, lecz trafił się ktoś w Krakowie (pięć godzin autobusem w tę i z powrotem). Jestem ze szkoły Elita i chciałbym panią uczyć. Może się uda" - brzmiał głos w słuchawce. Więc próbujemy. Po sześciu godzinach kursu już raz byliśmy na mieście. Oboje spoceni. Inni kierowcy mieli fajne miny: kobitka za kółkiem i na dodatek nogami kieruje! Niezłe show. Może i niezłe, ale mi bez samochodu naprawdę jest ciężko. Wszędzie autobusem - w piątek do pracy (uczę angielskiego w podstawówce na 6/22 etatu), w weekendy na studia (robię licencjat z zarządzania w Krakowie), a wrócić trzeba szybko. Dziecko czeka – opisuje swoją sytuację dzielna młoda kobieta, a my tę niecodzienną historię – za “Gazetą Wyborczą” - polecamy Państwu.