Bielska policja oskarżyła zawodowego kierowcę o jazdę pod wpływem alkoholu, mimo że dwukrotne badanie alkomatem wykazało, że jest trzeźwy – komentuje “Gazeta Wyborcza – Katowice”. Mężczyzna stracił prawo jazdy i nie może pracować. 54-letni Jan K. jest zawodowym kierowcą. Nigdy nie był karany za jazdę po pijanemu. Kłopoty kierowcy zaczęły się 18 stycznia, kiedy przyjechał do bielskiej fabryki Fiata po silniki. Miał je zawieźć do Niemiec. Ochrona przy bramie wjazdowej zauważyła w kabinie tira puszkę po piwie. Kierowca pokazał, że w środku jest woda, w której gasił niedopałki. Ochroniarze poprosili jednak, żeby mężczyzna poszedł na wartownię i dmuchnął w alkomat. Badanie trwało kilka sekund, a jego wynik wprawił Kowalówkę w osłupienie. Alkomat pokazał 0,2 promila w wydychanym powietrzu. - Ten sprzęt musiał być zepsuty, bo przecież nic nie piłem - wspomina kierowca. Mężczyzna od razu zakwestionował wynik badania i wezwał policję. Radiowóz przyjechał po kwadransie. Kowalówka poprosił funkcjonariuszy o zbadanie stanu trzeźwości. Dwa razy dmuchał w policyjny alkomat, a ten za każdym razem pokazywał 0,0 promila. Kierowca powiedział policjantom, że jeżeli mają jeszcze wątpliwości, to mogą pobrać mu krew. - Powiedzieli, że nie ma takiej potrzeby - wspomina mężczyzna. Kierowca był pewien, że to zamyka całą sprawę. Po podpisaniu protokołów usłyszał jednak, że policjanci nie mogą oddać mu prawa jazdy, że kierują do sądu wniosek o ukaranie mnie za jazdę pod wpływem alkoholu. Bielska policja tłumaczy, że musiała skierować sprawę do sądu, bo alkomat, którym dysponuje ochrona Fiata, ma atesty, a przeprowadzone nim badanie dało wynik pozytywny. - Kierujemy się zasadą legalizmu, więc nie mogliśmy zlekceważyć tego wyniku. Nie przesądzamy jednak o winie kierowcy, oceną materiału dowodowego zajmie się sąd - tłumaczy komisarz Mariusz Kuliński, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. Dlaczego policjanci nie zdecydowali się na badanie krwi? - Nie mieli takiego obowiązku, bo to nie był wypadek. A z protokołu nie wynika, że kierowca domagał się takiego badania - tłumaczy kom. Kuliński. Bezrobotny kierowca z niecierpliwością czeka na proces. Dopóki nie zostanie oczyszczony z zarzutów, nie będzie mógł wrócić do pracy. Gdybym wiedział, że tak to się skończy, to wziąłbym taksówkę i prosto z Fiata pojechał do szpitala na badanie krwi - wzdycha mężczyzna.