Kobieta w pośpiechu wyszła ze sklepu z zakupami. Wsiadła za kierownicę samochodu. Ruszyła i... zakończyła podróż na sklepowych drzwiach. - Takie błędy dyskwalifikują kierowcę - uważają fachowcy. Policja jednak ukarała ją tylko stuzłotowym mandatem.
(248-1)
54-letnia kobieta zamiast wstecznego wrzuciła jedynkę i z impetem wjechała w sklepowe drzwi. Do tego niecodziennego wypadku doszło wczoraj w Budziwoju przy delikatesach Centrum. Na szczęście w tym czasie nikt nie wychodził ze sklepu. 54-letnia kobieta mogła doprowadzić do tragedii. Swój samochód zaparkowała naprzeciw drzwi wejściowych do sklepu. Zrobiła zakupy, pospiesznie wsiadła do samochodu, uruchomiła silnik i... pomyliła biegi. Zamiast wstecznego włączyła jedynkę i z pełną mocą uderzyła w sklepowe drzwi. Powstało potworne zamieszanie, ludzie przybiegli zobaczyć, co się dzieje. Na szczęście nikomu nic się nie stało. - Strach pomyśleć, co by było, gdyby w tym czasie ze sklepu wychodziła np. matka z gromadką dzieci, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Kobieta była trzeźwa i tłumaczyła, że był to po prostu przypadek. Bardzo się spieszyła, była zmęczona i zamyślona - tłumaczy pechowego kierowcę Zbigniew Kocój, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce wypadku, ukarali kobietę stuzłotowym mandatem. Czy w takim przypadku kierowca nie powinien być skierowany np. na badania psychotechnicze? - zastanawiamy się. - Każdy ma prawo do błędu. Policja może zatrzymać prawo jazdy i wnioskować o powtórny egzamin, ale w tym przypadku funkcjonariusze z tej możliwości nie skorzystali. Postanowili poprzestać na mandacie - wyjaśnia rzecznik Kocój. Inną opinię na ten temat ma jednak Jerzy Moskwa, egzaminator z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Rzeszowie. - Taki błąd jest niedopuszczalny na egzaminie na kierowcę. Kursant, który myli jedynkę ze wstecznym, nie zdaje egzaminu. W przypadku doświadczonego kierowcy, bo takim, jak rozumiem, jest ta pani, na pewno wskazane byłyby badania psychotechniczne. Takiego błędu na pewno nie można tłumaczyć zdenerwowaniem czy zapomnieniem. To zbyt niebezpieczne - słyszmy od egzaminatora.