Od początku sierpnia w części krakowskich autobusów MPK drzwi otwierają sami pasażerowie. Dla niewidomych i niedowidzących to dodatkowe utrudnienie w poruszaniu się po mieście – donosi “Gazeta Wyborcza”. Zdarza się, że nie wsiadam do autobusu, bo nie zdążę wymacać dłońmi przycisku, a kierowca tego nie zauważy. Autobus czeka tylko chwilę, brakuje czasu na znalezienie jednego małego guziczka, a nawet jeśli otworzą się inne drzwi, to już nie zdążę do nich podejść - opowiada niewidoma Maria Majtyka. - Guziki są na różnych wysokościach, w różnej odległości, po szukaniu zwykle mam brudne całe ręce - dodaje. Maria jest studentką i osobą aktywną, często podróżuje komunikacją miejską. Takich jak ona jest w Krakowie minimum 2,5 tys. (tylu członków ma w naszym mieście Polski Związek Niewidomych). Przedstawiciele MPK nie uważają jednak, żeby sytuacja była poważna. - Przecież otwieranie drzwi na przycisk funkcjonuje w tramwajach już 10 lat i wszyscy się do tego przyzwyczaili. Tak samo będzie z autobusami - twierdzi Grzegorz Dyrkacz z MPK. Jan Ortyl, prezes krakowskiego okręgu PZN-u, podkreśla jednak, że nowy system powoduje zamieszanie przede wszystkim dlatego, że nie wszystkie autobusy są w niego wyposażone. - Niewidomi nie wiedzą przecież, czy autobus, który podjeżdża, będzie miał przycisk czy nie. I w którym miejscu będzie się on znajdował. Dyrkacz uspokaja, że MPK dąży do ujednolicenia systemu i wprowadzenia go na wszystkich liniach: - Chcemy też uruchomić otwieranie drzwi na żądanie w autobusach Scania, których jest 121.Marii Majtyce pozostaje tylko mieć nadzieję, że - wzorem Niemiec - krakowskie autobusy staną się w końcu bardziej przyjazne osobom niewidomym. - Mimo że w Niemczech jestem rzadko i nie znam dobrze tamtejszych miast, to usprawniona komunikacja sprawia, że nie muszę się martwić o to, czy zdążę wsiąść do autobusu. Tam skandalem byłoby zostawienie pasażera na przystanku - opowiada. - Niestety, wciąż nam daleko do zachodnich sąsiadów w tym względzie.