Jeżeli twój nowy samochód nieprzyjemnie pachnie, to podczas przeglądu auta w serwisie możesz się dowiedzieć, że harcowały w nim gryzonie. Co więcej, usterek tych nie obejmie gwarancja, a za naprawę zapłacisz z własnej kieszeni – konkluduje konkretną sytuację, która spotkała Czytelniczkę “Gazety Wyborczej – Białystok”. O skomentowanie tej historii poproszono specjalistów od praw konsumenta. “Szkoda, że Czytelniczka złożyła reklamację gwarancyjną. Jeśli bowiem dziwny zapach w aucie poczuła tuż po zakupie, najprawdopodobniej gryzonie musiały się dostać do samochodu w salonie, który samochód sprzedał. Do niego więc najlepiej było skierować reklamację - wyjaśnia Agata Lewkowska z biura miejskiego rzecznika konsumentów. - Ustawa o sprzedaży konsumenckiej mówi bowiem m.in., że w przypadku reklamacji złożonych w niedługi czas po zakupie przyjmuje się, że towar był wadliwy już w momencie zakupu. To znaczy, że sprzedawca musi udowodnić, że sprzedał samochód z nieprzegryzionymi przewodami, a nie Czytelniczka, że nie ma w garażu myszy. Gwarancje na ogół nie zawierają tak korzystnych dla kupującego zapisów. Zapraszamy jednak Czytelniczkę do nas do biura. Przejrzymy dokumenty sprawy i ustalimy, czy nie udałoby się uzyskać odszkodowania”.