“Gazeta Wyborcza” ponownie podejmuje problem parkowania pojazdów na trawnikach. Walkę z kierowcami, którzy rozjeżdżają skwery i pasy oddzielające jezdnie rozpoczęli w lutym. W tekście "Parkingowa samowola" opisali samotną walkę pana Andrzeja z nielegalnym parkingiem na ul. Uniwersyteckiej. - Kierowcy łamią przepisy, parkując na pasie zieleni i blokując pas jezdni - narzekał Czytelnik. - Alarmuję straż miejską. Przyjeżdża, ale nic nie robi. Pan Andrzej wcześniej wysyłał kilka listów do strażników z prośbą o interwencje. Ale one – nawet, gdy były - pomagały na krótko. Bo już następnego dnia na Uniwersyteckiej pojawiały się nowe samochody. Do redakcji przyszły setki maili od czytelników, którzy wskazywali nam kolejne dzikie parkingi. Opisywali je na łamach "Gazety" i informowali o nich straż miejską. Strażnicy zapewniali, że wszystkie zgłoszenia sprawdzają. I rzeczywiście, efekt ich pracy był widoczny. Kierowcy zauważyli, że nie opłaca im się zostawiać aut w niedozwolonych miejscach. Grozi za to stuzłotowy mandat. Na pasie zieleni znów zaczęły nielegalnie parkować samochody. - Gdy jesteśmy w pobliżu, nie ma ich. Jednak, gdy tylko odjedziemy, samochody ustawiają się na trawniku. Walka z nielegalnie parkującymi kierowcami nie jest łatwa - twierdzi. Trawniki i wysepki znajdujące się przy drogach podlegają Zarządowi Dróg i Transportu. Urzędnicy jednak niewiele robią, by uchronić podlegający im teren. - Staramy się na bieżąco kontrolować ich stan, ale sami nie możemy nic zrobić. Nie mamy możliwości prawnych, żeby nałożyć kary na kierowców. Gdy nasi inspektorzy zaobserwują miejsce, na którym systematycznie źle parkują, wysyłamy pismo z prośbą o pomoc do straży miejskiej - tłumaczą przedstawiciele Zarządu Dróg i Transportu.