Olsztyńscy policjanci i strażnicy miejscy śledzą codziennie obraz z miejskich kamer. Czy dołączą do nich tysiące internatów, którzy podglądać będą Olsztyn na ekranach swoich komputerów? Monitoring w Olsztynie działa od czerwca 2003 r. Porządku w mieście strzeże około 30 kamer. Niektóre z nich są tak dobre, że mogą ściągać obraz nawet z 300 m. Dzięki nim funkcjonariusze interweniowali już tysiące razy. Czasami zdarza się, że coś ujdzie uwadze obsługujących kamery w centrum zarządzania kryzysowego. Dlatego Tomasz Głażewski, wiceprezydent Olsztyna, wymyślił sposób, jak podnieść skuteczność systemu kamer. - Zastanawiam się nad udostępnieniem obrazu z ulicznego monitoringu internautom. Widok z kamer byłby dostępny po wejściu na oficjalną stronę internetową urzędu miasta - mówi. - W ten sposób każdy mógłby zobaczyć, co dzieje się w mieście. A im więcej osób czuwa nad porządkiem, tym lepiej. Liczę, że każdy, kto zobaczy w monitorze jakąś bójkę czy inne akty wandalizmu, zawiadomi o tym straż miejską lub policję. Wiceprezydent dodaje, że musi jeszcze wyjaśnić dwie kwestie: - Czy na udostępnienie obrazu z monitoringu zezwala prawo i czy jest to możliwe z technicznego punktu widzenia - tłumaczy. I zaznacza, że internautom chciałby udostępnić obraz tylko z wybranych miejsc, takich jak Targ Rybny czy najbliższe sąsiedztwo urzędu miasta. - Chodzi o to, żeby zwiększyć bezpieczeństwo w tych konkretnych rejonach miasta - mówi. Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych, przyznaje, że nie spotkała się jeszcze z podobnym pomysłem. Twierdzi, że udostępnienie obrazu z monitoringu nie łamie zapisów ustawy o ochronie danych osobowych. - Bo kamery monitoringu miejskiego obejmują miejsca publiczne - mówi. - Zastrzeżenia budziłby pomysł udostępniania obrazu z kamer z innych miejsc, np. prywatnych posesji czy ogrodzonego osiedla mieszkaniowego.