
^ Krzysztof Świątek, od niedawna zastępca dyrektora wydziału komunikacji ma już pomysł, jak skrócić kolejki do rejestracji aut
Jest szansa, że wkrótce spod ratuszowego Wydziału Komunikacji znikną tłumy interesantów. Urząd od poniedziałku wydłużył godziny przyjęć. Będę też inne zmiany – informuje olsztyńska “Gazeta Wyborcza”. Największe tłumy są tu zwykle od marca do początku lipca. Wtedy zwykle więcej osób kupuje samochód. W poniedziałek pierwszy "kolejkowicz" przyszedł pod wydział przed godz. 2 w nocy. - Nie spałem, siedziałem w samochodzie i po prostu czekałem. Trochę przemarzłem - żalił mi się. O godz. 7.35 drzwi wydziału komunikacji w końcu się otwierają. Ochroniarz rozdaje interesantom numerki, a na każdym wpisuje nazwę rejestrowanego przez petenta samochodu. Wszystko po to, by wyeliminować handel numerkami. - Parę lat temu, jak jeszcze tego nie było, kupiłem numerek za 20 zł. W ten sposób zarabiali tu okoliczni bezdomni - usłyszałem w kolejce. Numerków jest 60, tyle osób zdążą przez cały dzień przyjąć urzędnicy. Zwykle oczekujących jest o kilku, kilkunastu więcej. Petenci obsługiwani są od godz. 8 do 15.30 przy siedmiu okienkach, załatwienie każdego zajmuje około 15-20 minut. Razem z klientami indywidualnymi stoją pracownicy salonów samochodowych, którzy rejestrują na raz po trzy auta, tylko tyle można na raz. - Wcześniej mieliśmy swoje okienko i wszystko szło sprawnie - mówi mi pracownik salonu nissana. Za rozwiązanie problemu wziął się Krzysztof Świątek, który od ubiegłej środy pełni funkcję zastępcy dyrektora wydziału komunikacji. - Od wczoraj do końca czerwca w poniedziałki i środy będziemy przyjmować interesantów do godz. 18. Nawet ci, którzy rano nie dostaną numerka, mają szanse być przyjęci po południu - zapowiada. Zwiększy się też liczba okienek. - Za dwa, trzy tygodnie planujemy przenieść dwie kasy w inne miejsce, wtedy okienek dla interesantów będzie już dziewięć - dodaje Świątek. Zmiany urząd zamierza wprowadzić bez kosztów i zatrudniania dodatkowych pracowników. O kolejkach pod olsztyńskim wydziałem komunikacji pisaliśmy w "Gazecie" kilkakrotnie w ubiegłych latach. Dyrektorzy wydziału komunikacji próbowali różnych sposobów, by uporać się z problemem, ale nie sprawdziło się ani wydawanie numerków, ani zapisy na wizytę w urzędzie.