Kierowca, który prowadził tira, mając prawie 4 promile alkoholu w wydychanym powietrzu, trafił na dwa miesiące do aresztu. To pierwszy przypadek tak surowego potraktowania pijanego kierowcy. Z reguły taki kierowca na drugi dzień wychodzi do domu, po tym jak prokurator przedstawia mu zarzut jazdy po pijanemu (kara do dwóch lat więzienia i utrata prawa jazdy). - Uznałem, że tu nie wystarczy klasyczny zarzut o jazdę po pijanemu, bo prowadząc ogromną ciężarówkę w takim stanie nietrzeźwości, ten człowiek stwarzał realną możliwość spowodowania katastrofy komunikacyjnej - twierdzi Cezary Kiszka, szef prokuratury w Busku-Zdroju. Wniosek o tymczasowy areszt podparty nowym zarzutem, za który grozi osiem lat więzienia, trafił wczoraj do buskiego sądu. I ku zaskoczeniu prokuratora, rozpatrzono go pozytywnie. “Po raz pierwszy udało się nam wsadzić do aresztu pijanego kierowcę. Przeważnie kończyło się najwyżej na dozorze. Cieszę się z decyzji sądu, gdyż już najwyższy czas wziąć się za nieodpowiedzialnych kierowców” - dodaje Kiszka.