



(Fot.: PD@N 362-7-10)
Zderzają się cztery samochody - ciężarówka, mikrobus i dwie osobówki. 20 osób jest rannych, trzy zginęły na miejscu. Na jezdni ranni, pobite szkło, części samochodów, bagaże. Na drodze na Chociwel odbyły się największe w regionie ćwiczenia służb ratowniczych Jest 11 rano. Chociwelka na długości 300 metrów została zablokowana przez policję. Na środku leży przewrócony do góry kołami polonez. Jego kierowca zginął na miejscu. Pasażerowie uwięzieni w środku są nieprzytomni. Kilkadziesiąt metrów dalej ciężarówka, która czołowo zderzyła się z mikrobusem. Kierowca ciężarówki ma uraz kręgosłupa. Dwójka pasażerów busa zginęła, reszta ma połamane nogi, urazy głowy. Wszędzie krew. Ostatni samochód, osobówka, w wyniku uderzenia przewrócił się na bok. Pasażerowie nie mogą się wydostać. Przez pobite szyby wystawiają ręce i wołają o pomoc. Jeden z nich dzwoni na numery alarmowe. Po pogotowie, policję, straż pożarną i na 997. Służby nie wiedzą, że jadą na ćwiczenia i całe zdarzenie zostało dokładnie zaplanowane. Samochody przyjechały ze złomu, a ranni i martwi to w rzeczywistości statyści - uczniowie szczecińskiego technikum, ucharakteryzowani na ofiary. Mija 11 minut. Pierwsi na miejsce przyjeżdżają strażacy. Zaraz po nich helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i karetki. Zaczyna się błyskawiczna akcja ratownicza. Najpierw triażowanie, czyli oznaczanie rannych. Najciężej ranni, którzy wymagają natychmiastowej pomocy dostają opaskę lub tabliczkę w kolorze czerwonym. Ci, którzy mogą poczekać, oznaczani są na żółto. Zielony dostają najlżej ranni, którzy są w stanie chodzić. Zmarłych oznacza się na czarno. - To podstawa każdej akcji ratunkowej - tłumaczy Robert Tarczyński, strażak, który pomagał w tworzeniu scenariusza ćwiczeń. - Robią to ci, którzy są pierwsi na miejscu. Ma to pomóc kolejnym ratownikom, pokazać, komu pomagać najpierw. Po 15 minutach przyjeżdża pogotowie, zaraz po nim policja, która ma zabezpieczać teren. Strażacy i ratownicy cały czas działają. Między nimi cały czas krążą obserwatorzy. Wszystko filmują, notują. - Te wszystkie dane zostaną przeanalizowane - mówi Henryk Cegiełka, komendant państwowej straży pożarnej w Szczecinie. - Za tydzień spotkamy się z wojewodą i omówimy wszystko. Jeżeli coś poszło nie do końca perfekcyjnie, to pomyślimy jak to zmienić. Na miejsce przyjechało kilkanaście patroli policyjnych, 12 zastępów strażackich ze Szczecina i sześć z Goleniowa. - To największe ćwiczenia w naszym województwie w tym roku - mówi Marcin Zydorowicz, wojewoda zachodniopomorski. - Chodzi o to, żeby sprawdzić sprzęt, przygotowanie służby, czas przyjazdu na miejsce, koordynację straży, pogotowia i policji. Nieszczęścia na drodze zdarzają się bardzo często, służby muszą być jak najlepiej przygotowane do udzielania pomocy.