Przegląd prasy

„Polityka”: z rynkiem praw jazdy jest jak z polskim futbolem

13 maja 2008

Z rynkiem praw jazdy jest jak z polskim futbolem. Wszyscy wiedzą, że od lat jest skorumpowany. I co? I nic – czytamy w tygodniku “Polityka”. I dalej relacjonuje: Duże miasto wojewódzkie. Ośrodek egzaminacyjny, połowa kwietnia. W budynku w poczekalni czeka kilkanaście zdenerwowanych osób, za kilka minut będą zdawać egzamin praktyczny. Komputer losowo dobiera egzaminowanych do stojących na placu samochodów. Przyszły kierowca nie wie, u kogo przyjdzie mu zmierzyć się z tajnikami jazdy. Wychodzą parami, kursant i jego egzaminator. Uczeń ma za sobą 30 godzin wykładów i tyle samo praktyki za kółkiem. Nierzadko więcej, jeśli to kolejna próba zdania egzaminu. Przed nimi samochód i po stokroć przeklinany plac manewrowy, zmora każdego młodego kierowcy. Młody chłopak w bluzie z kapturem podnosi pokrywę silnika egzaminacyjnej Toyoty. Trzyma fason, ale ręka lekko mu drży, kiedy pokazuje zbiorniczek płynu do spryskiwacza i bagnet pomiarowy oleju silnikowego. Potem światła, przednie, tylne, kierunkowskazy. Włącza, sprawdza, czy świecą. Pada pytanie o światła stopu, ile ich jest. Dwa, mówi chłopak. Egzaminator siada za kierownicą i naciska hamulec. Chłopak blednie. Toyota ma trzy światła stopu. – Niech się pan zapisze na kolejny termin i trochę jeszcze pouczy – mówi pocieszająco egzaminator. Tego popołudnia z placu, na 10 zdających, dwie osoby nawet nie włączą silnika, by wyjechać na plac, kolejne dwie nie zaliczą manewrów – jedna dwa razy przejedzie linię podczas cofania po łuku, drugiej trzy razy zgaśnie silnik, gdy próbuje ruszyć pod górę. Z pozostałej szóstki pięcioro przyjedzie z miasta samodzielnie. Wskaźnik zdawalności – 50 proc. Wskaźnik korupcji – nieznany. W tym ośrodku zdanie egzaminu kosztuje od 1700 do 2500 tys. zł. Tyle zaproponowano dwójce naszych rozmówców. Łapówki biorą egzaminatorzy, tylko oni mogą ustawić egzamin. Pośrednikami są – najczęściej – instruktorzy ze szkół jazdy. Koszt załatwienia – od 600 do 1200 zł za prawo jazdy kategorii B. Dokumenty do prowadzenia ciężarówki były warte więcej – 2 tys. zł. Nie miało znaczenia, że komputer losował kursanta. – Wystarczyło, że skorumpowany egzaminator znał nazwisko tego, który miał zdać. Patrzył, do kogo on trafia, i prosił o pomoc, czasem nawet dzwonił, jeśli tego dnia akurat nie był w pracy. Hasłem było: “przymknij oko” albo “zaopiekuj się nim”. Generalnie rzecz biorąc, przysługa za przysługę – raz ty mojemu pomożesz, innym razem ja twojemu – wyjaśnia oficer prowadzący sprawę korupcji w Poznaniu. Pieniądze dla instruktora z normalnej pracy nie są wielkie. Jeśli naukę traktuje się jako dodatkowe zajęcie, wychodzi 6 zł za godzinę. Mogę tak w miesiącu dorobić 700 zł – mówi instruktor z Radomia. Więcej zarabia właściciel szkoły, pod warunkiem, że ma wielu uczniów i kilka samochodów. Ale i to nie są kokosy. – Pół biedy zrobić wykład dla grupy, wynajmuje się człowieka, który przez kilka godzin będzie wykładał teorię. Ale jazdy trzeba zrobić z każdym kursantem osobno, a to już zajmuje czas. Więc albo się do interesu dokłada, albo bierze łapówki, albo robi się drobne wałki – opowiada jego kolega.