W Limerick, a niedługo również w Dublinie można odbyć stosowne szkolenie w języku polskim, w Polskiej Szkole Jazdy. Założył ją Jan Tuziński. Szkoła mieści się w budynku, niedaleko szpitala św. Jana w Limerick. Przed budynkiem zawsze zaparkowany jest samochód z dużymi literkami "L" i napisem w języku polskim. Wewnątrz białe schludne ściany, w małym przedpokoju biurko, komputer z dużym, panoramicznym monitorem. Przy nim siedzi mężczyzna w białej koszuli, ze słuchawkami wyposażonymi w mikrofon. - Rondo w Irlandii stanowi jeden z największych problemów. Dla nas, Europejczyków szczególny, bowiem ruch odbywa się na nim w przeciwnym kierunku niż na kontynencie. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara - mówi. - Musicie nauczyć się patrzeć nie w lewą, ale w prawą stronę. Właśnie trwają zajęcia. Kursanci oglądają fotografie na telebimach, uczą się przepisów i przygotowują do irlandzkiego egzaminu. Z prawem jazdy w Irlandii jest tak, że można je zrobić bardzo szybko. Egzamin z teorii kosztuje nieco ponad 35 euro. Można uczyć się samemu. Wystarczy przeczytać książkę. - Tyle, że po naszych kursach zdaje 95 proc. zainteresowanych - mówi Janek. - Nie zdają ci, którzy albo śpią, albo nie uważają - dodaje ze śmiechem. W Polskiej Szkole Jazdy w Limerick uczą nie tylko przepisów. Kto boi się testów, może potrenować ich rozwiązywanie. W pomieszczeniach znajduje się sala z kilkoma laptopami. Każdy może skorzystać z nich bezpłatnie i do woli. - Egzaminy zdawać można jedynie w Dublinie. Niebawem Janek chce tam właśnie otworzyć własną szkołę. Jego zdaniem jest spore zainteresowanie kursami, bo kierowcy są ciągle w Irlandii poszukiwani. To dobry zawód, można sporo zarobić. - Czy można spróbować jazdy? - pyta niemłoda już kobieta. - Oczywiście, kiedy pani zechce - odpowiada Janusz. - Trzeba się tylko umówić z naszym instruktorem. To właśnie on - wskazuje młodego mężczyznę, który właśnie wszedł do środka. - Proszę się umówić na jazdy bezpośrednio z nim. Szkoła co prawda mieści się w Limerick, ale co jakiś czas organizują wyjazdowe kursy w miejscowościach nawet sporo oddalonych od miasta. Często ludzie potrzebują szkolenia, ale mają kłopoty z dojazdem. Niektórzy pracują nawet w soboty. Mogą nie zdążyć, a tak, mają jakąś szansę. Zwłaszcza jeśli nie znają języka. Największy problem dla Polaków to ronda i znaki drogowe. - Na rondach Irlandczycy jeżdżą jak chcą, ale mają własne przepisy, których trzeba się nauczyć - wyjaśnia Janek. - I znaki drogowe. Trzeba je poznać i zdać. Bez tego ani rusz.