"Najgorsze, że brakuje precyzyjnych wyjaśnień - mówi podinsp. Ryszard Grabski, naczelnik krakowskiej drogówki. Nie wiemy, czy mamy jeździć na miejsce każdej zgłoszonej kolizji, spisując protokół ze zdarzenia, czy też wystarczy, że telefonicznie odnotowujemy stłuczkę, a uczestnikom nadamy numer zdarzenia".