W Warszawie z "ciepłego guzika" pasażerowie będą mogli korzystać już piąty rok. To "Gazeta" w 2002 roku przekonała urzędników, by pasażerowie mogli sami sobie otwierać drzwi w autobusach i tramwajach. Dzięki temu wnętrze pojazdu nie wyziębia się niepotrzebnie. Choć kierowcy są zobowiązani podczas chłodów do włączania ogrzewania, to dawniej ciepło uciekało, bo drzwi otwierały się nawet wtedy, gdy nikt nie wsiadał ani nie wysiadał. Niestety, nadal tak będzie w przypadku ponad jednej trzeciej wszystkich autobusów i połowy tramwajów, które nie mają przycisku dla pasażerów. Dotyczy to starszych modeli. Zarząd Transportu Miejskiego zobowiązał jednak przewoźników, by na pętlach kierowcy i motorniczowie pojazdów bez przycisków otwierali tylko jedne drzwi. Z kolei w centrum, czyli tam, gdzie niemal zawsze na przystankach jest tłoczno, drzwi będą przeważnie otwierały się we wszystkich autobusach i tramwajach, żeby nie opóźniać odjazdu.