Na polskich drogach, w miejscach, gdzie stoją słupy ze skrzynkami na fotoradary, ginie o 36 proc. mniej osób. Jednak w stolicy nie ma ani jednego masztu. W tym roku po raz pierwszy od kilku lat liczba wypadków w Warszawie rośnie. Policji w walce z piratami drogowymi ma pomóc pięć masztów. Tylko na trzech z nich mundurowi planują ustawienie fotoradarów, które dotychczas były rozstawiane na trójnogu. – Słupy będą działały prewencyjnie. Kierowcy, nie wiedząc, na którym z nich jest fotoradar, zwolnią, przez co będzie bezpieczniej – mówi Jacek Zalewski, szef stołecznej drogówki. Zarząd Dróg Miejskich zapowiadał, że jeszcze w wakacje maszty pojawią się na głównych trasach wylotowych ze stolicy: na Bronisława Czecha, Trasie Toruńskiej, ul. Drewny, Słomińskiego, Pułkowej. Niestety, miejscy urzędnicy nie zdążyli z przygotowaniem wymaganych dokumentów. – Za kilka dni ogłosimy przetarg. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pod koniec października powinien rozpocząć się montaż słupów na fotoradary – tłumaczy Urszula Nelken z Zarządu Dróg Miejskich. Ten termin także nie jest do końca pewny. Problemy mogą się pojawić, jeśli któraś z przegranych firm zgłosi protest, co jest częstą praktyką. Wtedy ZDM będzie musiał od nowa ogłosić przetarg, a montaż przesunąć na przyszły rok. Na drogach poza Warszawą cały czas przybywa fotoradarów. Aktualnie policja w całym kraju używa 127 urządzeń, które umieszcza na 462 słupach. Funkcjonariusze sprawdzili, jak wpływa to na bezpieczeństwo w miejscach, w których pracują fotoradary lub ich atrapy. Porównano pierwsze półrocze tego roku z liczbą wypadków w pierwszej połowie ubiegłego roku. – W miejscach, w których stoją fotoradary, wypadków jest mniej o 19 proc., ofiar śmiertelnych o 36 proc., a rannych o 18 proc. – mówi Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji.