(Fot.: PD@N 327-12)
Dziennikarze “Życia Warszawy” jako pierwsi dotarli do raportu o najbardziej niebezpiecznych drogach i skrzyżowaniach w 2009 roku. Najwięcej wypadków odnotowano w Al. Jerozolimskich (42 wypadki), na Puławskiej (36) i al. Niepodległości (31). – To najdłuższe ulice stolicy, tam jest największy ruch pojazdów, stąd najwięcej wypadków – tłumaczy oficer stołecznej policji. Z policyjnego raportu wynika, że najbardziej niebezpieczne skrzyżowania to: Szosa Lubelska róg Zakrętowej (trzech zabitych i trzech rannych), Marsa i Żołnierska (dwóch zabitych, dwóch rannych) oraz Grochowska – Międzyborska (dwóch zabitych).
Jednak w 2009 roku pierwszy raz od kilku lat spadła liczba wypadków i kolizji drogowych. Na ulicach miasta zginęło o 30 osób mniej niż rok wcześniej. W wyniku wypadków śmierć poniosło jednak 95 osób. O ponad 300 mniej było też kolizji, ponad 500 osób mniej zostało rannych. Jednak do szpitali z różnymi obrażeniami zostało odwiezionych aż 1 129 osób. To porównywalne z liczbą dzieci chodzących do dwóch średniej wielkości podstawówek. Najwięcej wypadków spowodowanych było przez kierowców pojazdów (85 procent). Aż 60 osób, które zginęły na drogach, to piesi. Niemal 40 procent tych osób przechodziło przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Jednak co trzecia osoba zginęła na przejściu dla pieszych – przez własną nieuwagę bądź brawurę kierowcy. Najczęściej do wypadków i stłuczek dochodzi w poniedziałki i piątki, najbezpieczniej jest zaś w niedziele.
Część ulic, gdzie najczęściej dochodzi do wypadków, będzie przebudowana, ale nie wszędzie jest to możliwe – mówi Krzysztof Bujnowski. I podaje przykład. – Od lat mamy problem z dużą liczbą wypadków na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Tam są światła, nie można tego miejsca przebudować. Wypadki powodują kierowcy, którzy skręcają w lewo ze Świętokrzyskiej albo wjeżdżają na skrzyżowanie na żółtym świetle – mówi Krzysztof Bujnowski, naczelnik stołecznej drogówki.