Groźba mandatu i sprawy w sądzie nie powstrzymują kierowców przed porzucaniem starych aut na ulicach. A wraki zajmują miejsca parkingowe, szpecą ulice i zagrażają środowisku. Z ulicy Samolotowej na Gocławiu w Warszawie niedawno, ku radości mieszkańców, zniknął wreszcie wrak fiata 125p, który służył przechodniom za śmietnik. Na Koszykowej w pobliżu Ministerstwa Sprawiedliwości leciwy opel omega stoi od wielu miesięcy w strefie płatnego parkowania. Za wycieraczkami co jakiś czas strażnicy zostawiają kolejne mandaty. Na jednym z kół założyli blokadę. Chyba niepotrzebnie, bo z pozostałych już uszło powietrze. Według rzeczniczki straży miejskiej Agnieszki Dębińskiej-Kubickiej porzucone samochody to w Warszawie ogromny problem. - Tylko do czerwca tego roku usunięto już 107 wraków. W przypadku ponad 90 proc. porzuconych aut nie udaje się ustalić właściciela. W kwietniu straż miejska utworzyła specjalny referat pojazdów porzuconych, który szuka właścicieli lub użytkowników aut i egzekwuje usuwanie wraków. W nielicznych przypadkach, kiedy samochód ma tablice rejestracyjne lub uda się ustalić właściciela, strażnicy wzywają go do zabrania pojazdu w ciągu siedmiu dni i wystawiają mandat. Po zignorowaniu powtórnego wezwania sprawa jest kierowana do sądu grodzkiego. Zwykle jednak strażnicy zlecają zewnętrznej firmie odholowanie samochodu na tymczasowy parking i powiadamiają o tym policję. Auto jest przechowywane bezpłatnie przez sześć miesięcy i jeśli nie zgłosi się po nie właściciel, przechodzi na własność miasta. Wczoraj Rada Warszawy zdecydowała, że ratusz przejmie 91 porzuconych aut. Ponieważ nie nadają się do użytku, będą przekazane wyspecjalizowanym firmom do utylizacji i recyklingu.