Marek P. ze Szwederowa walczy ze spółdzielnią mieszkaniową, która nie pozwala mu trzymać przed domem przyczepy kempingowej, choć przepisy tego nie zabraniają. Marek P. trzyma swoją przyczepę kempingową przed domem. Do tej pory nikomu z mieszkańców to nie przeszkadzało - relacjonuje "Gazeta Wyborcza Bydgoszcz". Aż tu niespodziewanie w tym roku na klatkach schodowych pojawiły się kartki z pytaniem, czyja to przyczepa. Zgłosiłem się do administracji mówiąc, że jestem jej właścicielem. Krótko po tym dostałem pismo ze spółdzielni, w którym jej władze nakazują mi usunięcie pojazdu – opowiada czytelnik. W piśmie można m.in. przeczytać, że projekt zagospodarowania przestrzennego nie przewiduje stawiania w tym miejscu na stałe tego rodzaju wozów. - To bzdura. Moja przyczepa to pojazd jak każdy inny. Sąsiedzi stawiają samochody, niektórzy nawet ciężarowe, a ja mój kemping na kółkach - argumentuje właściciel spornej przyczepy. Spółdzielnia poinformowała go też, że usunięcia wozu domagają się inni mieszkańcy. - Nie chce mi się w to wierzyć. Pytałem wcześniej sąsiadów, czy mój pojazd nie będzie im przeszkadzał. Nikt nie zgłaszał żadnych uwag. Nie wiem, na jakie skargi powołuje się spółdzielnia i ile osób ją złożyło - oburza się. Odpowiedzi na to pytanie nie zna też Wiesław Gęsikowski, prezes Pomorskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Być może chodzi tylko o jedną osobę. To nie ma jednak dla nas znaczenia, dlatego uprzejmie poprosiliśmy tego pana, żeby usunął kłopotliwą przyczepę - wyjaśnia. Czytelnik nie zamierza jednak tego zrobić i do spółdzielni wysłał już pismo, w którym tłumaczy, że argumentacja, na którą prezes się powołuje, jest absurdalna. - Nie otrzymałem jeszcze tego pisma, więc nie będę się na jego temat wypowiadał - odpowiada prezes. Zapewnia równocześnie, że nie bierze pod uwagę możliwości usunięcia przyczepy wbrew woli właściciela. - Musimy razem spokojnie usiąść i zastanowić się, jak rozwiązać ten kłopot - mówi.
Spór o przyczepę na parkingu osiedlowym
21 stycznia 2008