Na bardzo dużą liczbę "elek" - tym razem - zżymają się bielscy kierowcy. Narzekają, że samochody z literką "L" na dachu zapychają ulice. Argumentują, że niekiedy przed światłami stoi kilka takich aut z rzędu, a za nimi tworzy się korek, bo początkujący kursanci mają problemy z płynnym wyjeżdżaniem. Tylko około 20 proc. "elek" jest z Bielska-Białej. Reszta przybywa z Cieszyna, Żywca, Oświęcimia, Suchej Beskidzkiej i Wadowic. Instruktorzy jeżdżą po prostu tam, gdzie kandydaci na kierowców są egzaminowani. Na terenie miasta oraz powiatów bielskiego, cieszyńskiego i żywieckiego działa aż około 300 szkół nauki jazdy, ale ośrodek egzaminacyjny jest tylko w Bielsku. Przed kilkoma miesiącami mieszkańcy apelowali już do bielskich radnych i władz miasta, żeby coś z tym zrobili. Otrzymali odpowiedź, że to problem ogólnopolski, który zniknąłby wtedy, gdyby ośrodki egzaminowania powstały także w innych, mniejszych miejscowościach. Grzegorz Jania, dyrektor Bielsko-Bialskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, który zarządza halą zna problem, pod halą kursanci uczą się parkowania. To parking ogólnodostępny i nie mamy możliwości zakazania im wjazdu, bo jak taka selekcja miałaby wyglądać? Jedyne wyjście to wprowadzenie opłat za wjazd, ale to uderzyłoby też w innych - mówi Jania. Jerzy Balon, wicedyrektor WORD. Jego zdaniem problem na ulicach byłby mniejszy, gdyby pierwsze godziny kursanci spędzali na placach manewrowych i mało uczęszczanych drogach, gdzie nabieraliby umiejętności przed wyjechaniem na główne ulice. - Nie mamy możliwości, żeby szkołom nakazać, gdzie mają jeździć. Wraz z Urzędem Miejskim będziemy apelować na spotkaniach z instruktorami, aby wybierali inne miejsca - mówi Balon.
Propozycja rozwiązania MTBiGM: W grudniu 2011 r. poseł Łukasz Borowiak, zwrócił się z zapytaniem: Czy resort przewiduje wprowadzenie rozwiązań prawnych, które przyczynią się do rozwiązania problemu wzmożonego ruchu samochodów nauki jazdy (na przykład rejonizacja zdawania egzaminów, zwiększenie liczby ośrodków egzaminacyjnych etc.)? Odpowiedzi udzielił Tadeusz Jarmuziewicz - sekretarz stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, 30 grudnia 2011. I odpowiedział m.inn.: należy zauważyć, że szkolenie kandydatów na kierowców jest nieodłączną częścią ruchu drogowego w większości miast. Tylko w realnym ruchu drogowym kandydat na kierowcę jest w stanie właściwie przygotować się do bezpiecznego i samodzielnego poruszania się w nim i tylko w tym ruchu można obiektywnie ocenić jego umiejętności. Tak więc konieczność uczestniczenia pojazdów do nauki jazdy w ruchu drogowym to są realia, których nie da się uniknąć. Należy zauważyć, że nauka i egzamin w mniejszym ruchu drogowym oznaczają mniejsze umiejętności przyszłego kierowcy. Odnośnie do możliwości rozwiązania problemu samochodów szkoleniowych poruszających się po ulicach miasta uprzejmie informuję, że w mojej ocenie obecnie obowiązujące przepisy pozwalają na ograniczenie poruszania się pojazdów do nauki jazdy po drogach publicznych m.in. poprzez odpowiednią organizację ruchu drogowego na terenie miasta. Każdy zarządca drogi może dokonać ustawienia odpowiednich znaków drogowych ograniczających poruszanie się wskazanych pojazdów po określonych drogach lub w określonym czasie, jednakże odpowiednie rozwiązanie organizacyjne i infrastrukturalne należy wypracować na poziomie władz samorządowych miasta lub województwa.
Podsumowując, należy zwrócić uwagę na fakt, że wprowadzanie ograniczeń poruszania się samochodów do nauki jazdy i egzaminowania, w szczególności poprzez wyłączanie możliwości ich poruszania się w centrach miast lub w godzinach szczytu, jest w mojej ocenie działaniem zmierzającym bezpośrednio do pogorszenia umiejętności przyszłych kierowców, a poprzez to do pogorszenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.