Przegląd prasy

System „pierwszych drzwi” działa

31 stycznia 2009

Na Górnym Śląsku od października w części autobusów kierowcy zajmują się kontrolą biletów. Dzięki takiemu systemowi ich sprzedaż wzrosła o 130 proc. Urzędnicy zastanawiają się, czy takie rozwiązanie sprawdzi się pod Wawelem. Zdaniem pracowników Komunalnego Związku Komunikacyjnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego system już przynosi spore korzyści finansowe. - Sposób okazał się bardzo skuteczny. Miesięczne dochody ze sprzedaży biletów wzrosły o pół miliona złotych - podaje "Gazecie" Alodia Ostroch, rzeczniczka KZK GOP. Więcej biletów sprzedają nie tylko kierowcy, ale także kioskarze. KZK GOP szacuje, że pasażerowie jeżdżący na gapę generują około 20 mln zł strat rocznie. Nowy system ma ją częściowo zrekompensować. - Dla przewoźnika najważniejsze jest dobro pasażerów, a ci najbardziej cenią punktualność, dlatego nie wiem, czy takie rozwiązanie u nas ma sens - uważa Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. - Nie mówimy jednak "nie" - zaznacza.

Magda Nogaj (“Gazeta pl. Wrocław”): Jak udało wam się przekonać pasażerów, by wsiadali pierwszymi drzwiami?

Roman Urbańczyk, prezes Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego: Podjeżdżając na przystanek, kierowca najpierw otwiera przednie drzwi, a dopiero po chwili pozostałe, by pasażerowie mogli wysiąść. Oczywiście zdarzają się spryciarze, którzy chcą ominąć kontrolę i wsiadają drugimi drzwiami. Bywało, że kierowca odmawiał wtedy dalszej jazdy, dopóki ten ktoś nie kupi biletu, ale to rzadkie sytuacje. Mamy nadzieję, że z czasem presja pozostałych pasażerów wyeliminuje tych, którzy chcą jechać na gapę. Na Zachodzie tak już się stało. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Będąc w Berlinie, kupiłem bilet kilkudniowy, ale wsiadłem drugimi drzwiami. Pasażerowie spojrzeli na mnie tak, że zacząłem się zastanawiać, czy jestem brudny, czy może rozdarłem kurtkę. Oni uważają jazdę na gapę za przestępstwo jak każde inne. Tylko u nas to wciąż powód do chwały. Tymczasem tacy ludzie oszukują własne państwo. Przez nich muszą drożeć bilety, bo trzeba więcej dopłacać do komunikacji miejskiej. Wszyscy pozostali muszą więc płacić za to, że oni jeżdżą za darmo.
Magda Nogaj (“Gazeta pl. Wrocław”): Pomysł z pierwszymi drzwiami nie wyeliminował jednak kontrolerów?
Roman Urbańczyk, prezes Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego:
Mamy ponad stu, którzy pracują na umowę-zlecenie, oraz 40 zatrudnionych na etatach, ale to ci najlepsi, którzy szkolą innych. Kontrolerzy mają za zadanie wyłapać pasażerów, którzy ominęli kontrolę u kierowcy. Poza tym sprawdzają bilety w tramwajach i autobusach przegubowych.

Magda Nogaj (“Gazeta pl. Wrocław”): Jaki efekt przyniósł pomysł z pierwszymi drzwiami?
Roman Urbańczyk, prezes Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego: Rozwiązanie to wprowadziliśmy najpierw w Sosnowcu, potem Katowicach, a ostatnio także w Gliwicach. W tych miastach znacznie wzrosła sprzedaż biletów, u kierowców aż o 130 procent.