Warszawski Ursynów ma pomysł na zmniejszenie korków. Odpowiedzią na bolączkę kierowców ma być szynobus. Napędzany silnikiem spalinowym pojazd miałby przewozić mieszkańców dzielnicy w kierunku centrum i zachodnich rejonów stolicy. Początek trasy szynobusu znajdowałby się na stacji techniczno-postojowej metra przy Lesie Kabackim. Od linii kolejowej Warszawa - Radom doprowadzone są tam tory techniczne. I właśnie z nich chcą skorzystać pomysłodawcy uruchomienia szynobusu. Zdaniem ekspertów, pomysł nie jest do końca przemyślany, ale władze metra i dzielnicy nie bagatelizują go. - W ciągu dwóch lat ma powstać obwodnica południowa, która będzie dochodziła do ulicy Puławskiej. Wtedy będzie się tam tworzył ogromny korek i wyjazd z dzielnicy będzie bardzo uciążliwy - przekonuje Lech Królikowski, radny Ursynowa. Szynobus mógłby dojechać do Dworca Zachodniego, ale do Śródmieścia już nie. Niemożliwe jest, żeby wjechał do tunelu średnicowego, bo wiązałoby to się m.in. z niedogodnościami dla osób czekających na peronach - zaznacza Jacek Poniewierski z PKP PLK. Krytyki pomysłowi nie szczędzi jednak Jan Jakiel, prezes SiSKOM-u, organizacji skupiającej miłośników komunikacji miejskiej. - Nie pochwalam pomysłów rzucanych tuż przed wyborami. Poza tym nie zostały przedstawione żadne projekty czy analizy - mówi Jakiel. - Stan techniczny torów bocznicy jest dobry, ale nie ma żadnej infrastruktury. Brak peronów, wiat, a nawet dróg dla mieszkańców prowadzących do torów - wylicza. I dodaje, że jest jeszcze jeden poważny problem - duże koszty inwestycji. - Jeden szynobus kosztuje co najmniej kilka milionów złotych, a potrzebne byłyby przynajmniej trzy, żeby dosyć szybko przewozić pasażerów. Nowe perony to wydatek rzędu co najmniej kilkuset tysięcy złotych. Poza tym to jest inwestycja na lata - podsumowuje Jakiel.