Przegląd prasy

Tadeusz Hryniewiecki o syndromie ostatniej minuty

27 maja 2015

1fc67260898dec8b31b7bb454da1fb93a0b463be

(518-67)

Marta Gołębiowska, dziennikarka redakcji “Gazety pl Wrocław” zapytała Tadeusza Hryniewieckiego, dyrektora działu egzaminowania Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego we Wrocławiu jak zdać egzamin na prawo jazdy. I my wielokrotnie zadawaliśmy takie pytanie, odpowiedź zawsze trudna. Niech pomocnymi będą tu informacje o sytuacjach w których egzamin jest przerywany:

Pytanie: W jakich sytuacjach najczęściej dochodzi do przerwania egzaminu?

Odpowiedź: Na placu manewrowym. To w pewnym sensie dobrze, bo właśnie tam sprawdzane są podstawowe umiejętności przyszłego kierowcy. To, czy w ogóle jest w stanie panować nad pojazdem. Bo jeśli osoba ma za zadanie jechać w lewo, a skręca w prawo, to strach dopuścić ją do ruchu publicznego. Stąd ta pierwsza selekcja na placu wyklucza tych, których styl jazdy zagraża innym użytkownikom drogi.

Pytanie: A jak już wyjadą na ulice?

Odpowiedź: Tam z kolei najczęściej dochodzi do sytuacji, w których egzaminator musi gwałtownie hamować, by nie doszło do rażącego złamania przepisów. To pokazuje, jak bardzo musimy być czujni podczas pracy. Kandydaci na kierowców przeważnie nie ustępują pierwszeństwa na skrzyżowaniach, nie stosują się do sygnalizacji świetlnej i nie zatrzymują się przed znakiem stopu.

Pytanie: A są takie miejsca, gdzie notorycznie przerywane są egzaminy na prawo jazdy?

Odpowiedź: Tak, choć zależą od sytuacji. Jeżeli gdzieś zmienia się organizacja ruchu, wielu zdających tam właśnie oblewa część praktyczną. To pokazuje, że uczą się na pamięć i później nie patrzą na znaki. To w ogóle jest jedna z największych pułapek strefy egzaminacyjnej. Moim zdaniem egzamin powinien być prowadzony poza nią. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie ocenić, jak osoba będzie sobie radziła po zdanym egzaminie w innych rejonach Wrocławia, w innych miastach. Ale to już jest kwestia praktyczna - egzaminator musi się zmieścić w 40 minutach egzaminu, dlatego nie może odjeżdżać zbyt daleko od ośrodka ruchu. Co więcej, w sytuacjach, gdy osoba zdająca szybko i poprawnie zalicza kolejne zadania, część praktyczna jest skracana do 25 minut. Najtrudniej w tak krótkim czasie sprawdzić wyprzedzanie, bo większość pojazdów porusza się wolniej niż elki.

Pytanie: Typowa wpadka zdających?

Pytanie: Ja nazywam to syndromem ostatniej minuty. Egzaminowany jedzie świetnie przez kilkadziesiąt minut, wracamy już do ośrodka i on przed samym wjazdem na teren Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego nagle popełnia błąd, który go dyskwalifikuje. Aż przykro wtedy oblać taką osobę. Generalnie ludzie na sam koniec się rozluźniają, dekoncentrują. Raz w ten sposób młody chłopak prawie wjechał pod tramwaj.

Zachęcamy do lektury pełnego tekstu rozmowy.