Zarejestrowanie samochodu miało być banalnie proste. Kierowca telefonuje, umawia się na konkretny dzień i godzinę, przychodzi i sprawę załatwia. Bez stania w kolejkach, straconych nerwów i zmarnowanego czasu. Tymczasem do wydziału komunikacji nie sposób się dodzwonić. Albo telefon jest zajęty, albo nikt nie podnosi słuchawki. Zdaniem Czytelnika "Dziennika Łódzkiego", takie ułatwianie kierowcom życia jest utrudnianiem. Uważa, że lepszym rozwiązaniem byli tzw. stacze, którzy za niewielką opłatę stali w kolejkach i załatwiali za kierowców wszystkie sprawy. Bogusław Hawryś, dyrektor wydziału praw jazdy i rejestracji pojazdów, zapewnia, że dwóch pracowników codziennie dyżuruje przy telefonach uruchomionych dla mieszkańców. Przyjmują także zgłoszenia wysłane pocztą elektroniczną. - Przez cały dzień telefony się dosłownie urywają, więc mogło się zdarzyć, że były zajęte - wyjaśnia Bogusław Hawryś. - Natomiast niemożliwe, żeby nikogo nie było czy celowo nie odbierał. Ale bez numeru telefonu, pod który kierowca dzwonił, nie jestem w stanie wyjaśnić, dlaczego miał takie kłopoty. Reorganizację pracy wydziału zrobiono we wrześniu ubiegłego roku. Miała zapobiec gigantycznym kolejkom, ustawiającym się długo przed otwarciem urzędu, oraz ułatwić załatwianie spraw. Zamiast godzinami wystawać w ogonkach do informacji i po numerek do okienka, teraz kierowcy mogą sobie umawiać wizyty telefonicznie lub przez internet. Dodatkowo telefonicznie mogą uzyskać informację, jakie dokumenty będą im potrzebne. Ci, którzy przyjadą do urzędu pół godziny przed zamknięciem, mają gwarancję, że sprawę załatwią tego samego dnia. Czyli dostaną numerek do okienka na określoną godzinę. - Podzieliłem naszych petentów na dwie grupy: tych, którzy rejestrują jedno auto, oraz "hurtowników", załatwiających kilka dowodów. Mamy dwie kolejki, dzięki czemu sprawy są załatwiane szybciej - tłumaczy Bogusław Hawryś. - Owszem, zdarza się, że okienko jest puste, bo urzędnik załatwił coś szybciej. Ale następny klient jest już zapisany, więc nie można nikogo obsługiwać poza kolejnością, bo znów powstałby okropny bałagan. Dyrektor Hawryś twierdzi, że dotychczas nikt się nie skarżył na wprowadzone usprawnienia. Ale przyznaje, że dziennie wydział obsługuje około 800 osób, więc... - Wszystkich uszczęśliwić się nie da - rozkłada ręce Hawryś.