Na przejściu granicznym odbyły się ćwiczenia zorganizowane przez bialską Komendę Miejską Policji w ramach programu unijnego. Scenariusz wyglądał tak: przy drogowym przejściu granicznym w Terespolu doszło do zderzenia autobusu przewożącego białoruskich turystów z cysterną zawierającą amoniak. Nastąpił wyciek chmury trującego gazu. Osiem osób było poszkodowanych. Na miejsce przybyły wozy strażackie z Małaszewicz i z Białej Podlaskiej. Strażacy w specjalistycznych kombinezonach z aparatami tlenowymi ewakuowali pasażerów. Następnie uszczelnili uszkodzony zawór autocysterny. Zastęp ratownictwa chemicznego stworzył kurtynę wodną neutralizując amoniak. - Było to symulowane zdarzenie. Jednak takie zagrożenia są realne. Niedawno przecież na Ukrainie było podobne chemiczne skażenie. Przez nasze tereny przejeżdża wiele cystern wypełnionych trującymi substancjami. Jednocześnie przemieszcza się tu tysiące osób. Sprawdzaliśmy w Terespolu, jak w warunkach katastrofy będą zachowywać się różne służby. Okazało się, że pojawiły się pewne błędy. Na przykład karetka pogotowia pojechała pod wiatr, czyli w stronę trującego gazu. A ratownicy z różnych służb - nawet nasi policjanci - pracowali bez pospiechu - mówi Cezary Grochowski, oficer prasowy bialskiej KMP. Kapitan Marek Chwalczuk, komendant jednostki ratowniczo-gaśniczej w Małaszewiczach, który dowodził akcją przyznał, że strażacy pracujących w aparatach tlenowych mieli problem z szybkim wyczerpywaniem się zapasu powietrza. - Podczas upałów i cięższego wysiłku ratownicy zużywają go więcej. W takich wypadkach ratownicy i sprzęt musza być częściej wymieniani - tłumaczy kapitan. Władysław Tadeuszewicz Krac, naczelnik milicji z Brześcia podkreślił, że w każdej chwili służby ratunkowe Białorusi są gotowe do pomocy Polakom. Jeśli by doszło do jakiegoś wypadku na granicy dojazd karetki pogotowia z Brześcia na polską stronę to kwestia kwadransa. - Myślę, że życie ludzkie jest ponad wszystko. Musimy razem działać przy likwidacji skutków katastrof - zauważył naczelnik brzeskiej drogówki.
Czy to jest straszenie kierowców? Postawmy sprawę odwrotnie, to jest działanie na wyobraźnię - tłumaczy Zbigniew Kotlarek, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który przyglądał się nietypowemu happeningowi. - My tu wykorzystujemy doświadczenia z Anglii czy Francji. Dzięki takim pomysłom tam osiągnięto kapitalne rezultaty w poprawie bezpieczeństwa i my to chcemy powtórzyć. - Każde rozwiązanie, nawet tak niekonwencjonalne, które spowoduje, że będzie mniej wypadków śmiertelnych, jest dobre - ocenia pomysł drogowców nadkom. Rafał Kozłowski, naczelnik podlaskiej drogówki. - Ważne jest też to, że już nie tylko policja angażuje się w działania, które mają podnieść bezpieczeństwo na drogach. Podobne niby-wypadki będzie można oglądać częściej. To jeden z elementów programu "Drogi zaufania". Inne jego składniki to budowa nowej infrastruktury drogowej (np. chodniki, kładki nad jezdniami), częstsze niż do tej pory kontrolowanie kierowców (więcej fotoradarów), ale też usunięcie z dróg niepotrzebnych znaków drogowych, także tych ograniczających prędkość. Dzięki temu wszystkiemu w 2013 r. na polskich drogach ma ginąć 75 proc. osób mniej niż teraz (w 2006 r. było to 5,2 tys. ludzi).
Na przejściu granicznym odbyły się ćwiczenia zorganizowane przez bialską Komendę Miejską Policji w ramach programu unijnego. Scenariusz wyglądał tak: przy drogowym przejściu granicznym w Terespolu doszło do zderzenia autobusu przewożącego białoruskich turystów z cysterną zawierającą amoniak. Nastąpił wyciek chmury trującego gazu. Osiem osób było poszkodowanych. Na miejsce przybyły wozy strażackie z Małaszewicz i z Białej Podlaskiej. Strażacy w specjalistycznych kombinezonach z aparatami tlenowymi ewakuowali pasażerów. Następnie uszczelnili uszkodzony zawór autocysterny. Zastęp ratownictwa chemicznego stworzył kurtynę wodną neutralizując amoniak. - Było to symulowane zdarzenie. Jednak takie zagrożenia są realne. Niedawno przecież na Ukrainie było podobne chemiczne skażenie. Przez nasze tereny przejeżdża wiele cystern wypełnionych trującymi substancjami. Jednocześnie przemieszcza się tu tysiące osób. Sprawdzaliśmy w Terespolu, jak w warunkach katastrofy będą zachowywać się różne służby. Okazało się, że pojawiły się pewne błędy. Na przykład karetka pogotowia pojechała pod wiatr, czyli w stronę trującego gazu. A ratownicy z różnych służb - nawet nasi policjanci - pracowali bez pospiechu - mówi Cezary Grochowski, oficer prasowy bialskiej KMP. Kapitan Marek Chwalczuk, komendant jednostki ratowniczo-gaśniczej w Małaszewiczach, który dowodził akcją przyznał, że strażacy pracujących w aparatach tlenowych mieli problem z szybkim wyczerpywaniem się zapasu powietrza. - Podczas upałów i cięższego wysiłku ratownicy zużywają go więcej. W takich wypadkach ratownicy i sprzęt musza być częściej wymieniani - tłumaczy kapitan. Władysław Tadeuszewicz Krac, naczelnik milicji z Brześcia podkreślił, że w każdej chwili służby ratunkowe Białorusi są gotowe do pomocy Polakom. Jeśli by doszło do jakiegoś wypadku na granicy dojazd karetki pogotowia z Brześcia na polską stronę to kwestia kwadransa. - Myślę, że życie ludzkie jest ponad wszystko. Musimy razem działać przy likwidacji skutków katastrof - zauważył naczelnik brzeskiej drogówki.
Czy to jest straszenie kierowców? Postawmy sprawę odwrotnie, to jest działanie na wyobraźnię - tłumaczy Zbigniew Kotlarek, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który przyglądał się nietypowemu happeningowi. - My tu wykorzystujemy doświadczenia z Anglii czy Francji. Dzięki takim pomysłom tam osiągnięto kapitalne rezultaty w poprawie bezpieczeństwa i my to chcemy powtórzyć. - Każde rozwiązanie, nawet tak niekonwencjonalne, które spowoduje, że będzie mniej wypadków śmiertelnych, jest dobre - ocenia pomysł drogowców nadkom. Rafał Kozłowski, naczelnik podlaskiej drogówki. - Ważne jest też to, że już nie tylko policja angażuje się w działania, które mają podnieść bezpieczeństwo na drogach. Podobne niby-wypadki będzie można oglądać częściej. To jeden z elementów programu "Drogi zaufania". Inne jego składniki to budowa nowej infrastruktury drogowej (np. chodniki, kładki nad jezdniami), częstsze niż do tej pory kontrolowanie kierowców (więcej fotoradarów), ale też usunięcie z dróg niepotrzebnych znaków drogowych, także tych ograniczających prędkość. Dzięki temu wszystkiemu w 2013 r. na polskich drogach ma ginąć 75 proc. osób mniej niż teraz (w 2006 r. było to 5,2 tys. ludzi).

Na przejściu granicznym odbyły się ćwiczenia zorganizowane przez bialską Komendę Miejską Policji w ramach programu unijnego. Scenariusz wyglądał tak: przy drogowym przejściu granicznym w Terespolu doszło do zderzenia autobusu przewożącego białoruskich turystów z cysterną zawierającą amoniak. Nastąpił wyciek chmury trującego gazu. Osiem osób było poszkodowanych. Na miejsce przybyły wozy strażackie z Małaszewicz i z Białej Podlaskiej. Strażacy w specjalistycznych kombinezonach z aparatami tlenowymi ewakuowali pasażerów. Następnie uszczelnili uszkodzony zawór autocysterny. Zastęp ratownictwa chemicznego stworzył kurtynę wodną neutralizując amoniak. - Było to symulowane zdarzenie. Jednak takie zagrożenia są realne. Niedawno przecież na Ukrainie było podobne chemiczne skażenie. Przez nasze tereny przejeżdża wiele cystern wypełnionych trującymi substancjami. Jednocześnie przemieszcza się tu tysiące osób. Sprawdzaliśmy w Terespolu, jak w warunkach katastrofy będą zachowywać się różne służby. Okazało się, że pojawiły się pewne błędy. Na przykład karetka pogotowia pojechała pod wiatr, czyli w stronę trującego gazu. A ratownicy z różnych służb - nawet nasi policjanci - pracowali bez pospiechu - mówi Cezary Grochowski, oficer prasowy bialskiej KMP. Kapitan Marek Chwalczuk, komendant jednostki ratowniczo-gaśniczej w Małaszewiczach, który dowodził akcją przyznał, że strażacy pracujących w aparatach tlenowych mieli problem z szybkim wyczerpywaniem się zapasu powietrza. - Podczas upałów i cięższego wysiłku ratownicy zużywają go więcej. W takich wypadkach ratownicy i sprzęt musza być częściej wymieniani - tłumaczy kapitan. Władysław Tadeuszewicz Krac, naczelnik milicji z Brześcia podkreślił, że w każdej chwili służby ratunkowe Białorusi są gotowe do pomocy Polakom. Jeśli by doszło do jakiegoś wypadku na granicy dojazd karetki pogotowia z Brześcia na polską stronę to kwestia kwadransa. - Myślę, że życie ludzkie jest ponad wszystko. Musimy razem działać przy likwidacji skutków katastrof - zauważył naczelnik brzeskiej drogówki.
Czy to jest straszenie kierowców? Postawmy sprawę odwrotnie, to jest działanie na wyobraźnię - tłumaczy Zbigniew Kotlarek, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który przyglądał się nietypowemu happeningowi. - My tu wykorzystujemy doświadczenia z Anglii czy Francji. Dzięki takim pomysłom tam osiągnięto kapitalne rezultaty w poprawie bezpieczeństwa i my to chcemy powtórzyć. - Każde rozwiązanie, nawet tak niekonwencjonalne, które spowoduje, że będzie mniej wypadków śmiertelnych, jest dobre - ocenia pomysł drogowców nadkom. Rafał Kozłowski, naczelnik podlaskiej drogówki. - Ważne jest też to, że już nie tylko policja angażuje się w działania, które mają podnieść bezpieczeństwo na drogach. Podobne niby-wypadki będzie można oglądać częściej. To jeden z elementów programu "Drogi zaufania". Inne jego składniki to budowa nowej infrastruktury drogowej (np. chodniki, kładki nad jezdniami), częstsze niż do tej pory kontrolowanie kierowców (więcej fotoradarów), ale też usunięcie z dróg niepotrzebnych znaków drogowych, także tych ograniczających prędkość. Dzięki temu wszystkiemu w 2013 r. na polskich drogach ma ginąć 75 proc. osób mniej niż teraz (w 2006 r. było to 5,2 tys. ludzi).