(Fot.: PD@N 385-3)
Za dziennikiem “Nowiny” podjęliśmy temat kursów dla kandydatów na kierowców, które można zrobić nawet w tydzień. A jak? O takich właśnie ośrodkach szkolenia kierowców opowiedział redakcji właściciel jednego z nich, który od sześciu lat prowadzi szkołę nauki jazdy. Kiedy zaczynał, liczył na biznes życia. Dziś jest zrezygnowany i rozważa zamknięcie ośrodka. “Nowinom” zdecydował się opowiedzieć o procederze, który staje się coraz bardziej powszechny. Uwagi naszych Czytelników poniżej:
Jacek P.: Witam; W odniesieniu do artykułu jak w temacie maila to: Fikcyjne wykłady to i może fakt naganny ale " niewykorzystane godziny " i " zaświadczenie na niby " to nie wina OSK,że terminy są tak odległe bo WORD-Y nie zwiększą w tym czasie obsady egzaminatorów bo po co!!!!! A to jest jak sportowiec 14 dni przerwy to wypada z walki i z punktu psycho-motorycznego jak i psychologicznego odpada.Ktoś powie niech sobie wykupi dodatkowe godziny ale niby dlaczego bo WORD ma w nosie bo na to mu ustawa pozwala na ustalanie takich terminów. A na marginesie problem zdawalności i " wypychania na egzamin osoby wypełni nie przygotowanej do egzaminu". To bardzo zabawne, że instruktor w praktyce nie ma żadnych narzędzi w ręku aby nie dopuścić do egzaminu państwowego osoby nie nadającej się do kierowania pojazdem bo nawet jeśli odmówi pójdzie do innej szkoły która podpisze mu papier i cudem zda i tak produkujemy śmierć na drodze. A potem o jak uczą jeździć !!!
Rufioo:Wystarczy podzielić cenę kursu przez 30 PEŁNYCH zegarowych godzin praktycznych i 30 godzin zajęć teoretycznych (w tym 4 godz. z ratownikiemmedycznym) i od razu widać, która szkoła "stara się" szkolić zgodnie z przepisami. Niestety, ale również jest bardzo dużo chętnych do nauki "na skróty". Tylko niewygórowana, ale cena minimalna może pomóc tym co się starają.
A.: Mamy na rynku więcej takich "kwiatków":
1. Szkolenie weekendowe (sobota + niedziela teoria, a od poniedziałku za kierownicę)!!!!!!!! A gdzie dydaktyka i metodyka nauczania i gdzie egzamin wewnętrzny?!!!!);
2. Drastyczne zaniżanie ceny kursu (699 zł za cały kurs kat.B); (poprosimy o kalkulację takiego kursu ciekawe gdzie okradają kursantów);
3. Oszukiwanie na czasie jazd (lekcja trwa 45 minut, z czego 10-15 to omawianie samochodu i tak na każdej jeździe). Takich przykładów można dać więcej, tylko tu zachodzi pytanie, gdzie kontrola takich ośrodków...
Kuba: Chciałbym tylko dodać, że po tych 5 godzinach dodatkowych też powinien być przeprowadzany egzamin wewnętrzny praktyczny nie na piątej godzinie, a po piątej, taki sam jak na koniec kursu po 30ej godzinie jazd, nie na 30ej. Chyba większość szkół, nawet tych "zgodnych z przepisami" nie przeprowadza egzaminu wewnętrznego po szkoleniu, a niestety podczas ostatniej godziny szkolenia?
Józef: 1. 30 godzin wykładów, 2. 30 godzin jazdy, z czego pierwsze 8 godzin maksymalnie dziennie po 2 godziny reszta maksymalnie 3 godziny dziennie, więc sobie policzcie ile trzeba czasu aby prawidłowo szkolić? 3. .łaśnie egz. wew. trzeba przeprowadzić po ukończeniu szkolenia czyli następny min. dzień dłużej oczywiście jak ten egzamin wewnętrzny zaliczy. Czyli jak by ktoś chciał i się przyłożył do kontroli to raz dwa by znikły pseudo szkoły jazdy, które nawet z ceny 700 zł robią wielką kasę, a jak to robią?? Nie wiem i nie chcę wiedzieć nie obchodzi mnie to lecz odpowiedz sama się nasuwa chyba jak nie dopłacają do kursu a powinno się tak dziać, to chyba posługują się innym wymiarem czasoprzestrzeni co? Zajmuję się szkoleniem od 1982 roku, a od 1985 roku zostałem instruktorem i wykładowcą nauki jazdy. Przepracowałem 19 lat w LOK-u a od 2000 roku otworzyłem własną szkołę jazdy. Widziałem i przeżyłem wiele jeżeli chodzi o szkolenie i egzaminowanie. Lecz co teraz się dzieje z przepisami, jeżeli chodzi o szkolenie i egzaminowanie, to woła o pomstę do nieba. Szkolić może byle kto, byle jak i tak samo z egzaminami, które obecnie nic nie mają tak naprawdę z przeprowadzaniem egzaminu tylko polegają na łapaniu i odznaczeniu wszystkich punktów Dzisiaj np. .zdał mój kursant który jeździł perfekt za.... 4 razem i Pani egzaminator dziwiła się ze zdał dopiero za 4 razem bo nie mogła go przez godzinę złapać jak mu sama mówiła, a już była z nim wszędzie gdzie mógł popełnić błąd i się nie udało, no i musi mu zaliczyć egzamin. Czy to jest egzamin? Czy łapanie? Czy egzamin sprawdza umiejętności czy raczej jest to szykanowanie i poniżanie osób zdających? Moim zdaniem powinno te metody, ten styl egzaminowania i przepisy przeprowadzania egzaminów państwowych oddać do sądu w Strasburgu za znęcanie się i poniżanie ludzi. Krew mnie już zalewa jak patrzę co się dzieje w WORD-ach.
Sceptyk:Józef, wątek jest o szkoleniu kierowców, nad którym nikt w tym kraju, nie panuje a nie kolejna sposobność na dowalenie egzaminatorom.
Instruktor: Witam! Od dawna obserwuję to środowisko, nie ukrywam sam jestem instruktorem nauki jazdy, znam wiele OSK. Czasy są ciężkie, a będzie jeszcze gorzej. Małych osk powstało bardzo wiele, ale niestety nie dało to nic dobrego, ponieważ nie robią zdrowej konkurencji, często po dwóch latach kończą działalność, zabierając niestety przez ten czas potencjalnych kursantów innym. Czyli sami upadli, innym zarobić nie dali, a jeżeli były to osk dofinansowane, to robiły te szkoły różne sztuczki by zdobyć kursanta, często niezgodne z prawem. Ale inna rzecz w tym, że to sami kursanci idą i wolą takie osk, gdzie te przepisy, delikatnie rzecz ujmując, trochę się nagina, np: zajęcia teoretyczne. Bardzo liczę, że od przyszłego roku, wreszcie wejdą nowe testy, bo te niczego nie uczą, jest to zwykła pamięciówka i tyle. Więc skoro sam/sama mogę to wyryć to po co mam chodzić na zajęcia teoretyczne? Idą tam, gdzie wiedzą, że nie poniosą żadnych konsekwencji za nieuczęszczanie na te zajęcia. Z drugiej strony osk, który zajmuje się tylko tym, jeżeli zastosuje sankcje, to traci kursantów. Nie chcę tutaj wymieniać grzechów osk, a jest to spora liczba, więc i my - instruktorzy jak i właściciele, uderzmy się w piersi. Egzamin teoretyczny musi ulec zmianie, inaczej będziemy mieć kierowców nie znających przepisów i zasad ruchu drogowego. Zmienić testy i podnieść opłatę za egzaminy, może wtedy potencjalni kandydaci na kierowców poważniej podejdą do szkolenia.