Ucieczki z miejsca wypadku drogowego zdarzają się codziennie – czytamy w wp.pl “O ile poszkodowany zapamięta numer rejestracyjny, to ucieczka z miejsca zdarzenia na nic się nie zdaje - mówi Józef Klimczewski, naczelnik Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. Mamy wtedy stuprocentowe trafienie: sprawca zdarzenia zostaje zawsze ustalony i zatrzymany. Jego samochód jest zazwyczaj uszkodzony w charakterystyczny sposób, a właściciel auta lub osoba kierująca tym wozem w danym momencie, od razu ponosi konsekwencje. Oto przykład z ostatnich dni: nietrzeźwy kierowca doprowadził do wypadku, uciekł, nie udzielając ofierze pomocy i nie zdążył nawet dojechać do siebie na Rataje, bo przed jego domem już czekali na niego policjanci. Sprawa była ewidentna, wina do udowodnienia... Pół biedy, jak poszkodowana osoba zapamięta numery rejestracyjne i są świadkowie. Gorzej, jak nie ma świadków. Nie ma tygodnia, by policja nie publikowała komunikatów o poszukiwaniu świadków zdarzeń. Bez nich, nawet jeśli uda się zatrzymać sprawcę wypadku, czasem trudno udowodnić mu winę przed sądem”.
Za ucieczkę z miejsca wypadku, co jest przestępstwem, można trafić do więzienia nawet na osiem lat, sąd może też cofnąć uprawnienia do kierowania pojazdem - przypomina Jarosław Bezak, zastępca naczelnika SRD KMP. Za ucieczkę z miejsca kolizji też można stracić prawo jazdy i sprawca karany jest grzywną.