W “Dzienniku Łódzkim” czytamy: Co trzeci wypadek na polskich drogach to ich zasługa. Życie spędzają w samochodzie... - o kim? Tak dziennik pisze o przedstawicielach handlowych. Sierżant Grzegorz Wawryszuk, wydział ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi (do niedawna patrolował nasze drogi): - Przedstawiciele powodują wiele wypadków, mimo iż mają dobrą technikę jazdy, a stale podróżując, nabywają doświadczenia. Gubi ich brawura. Przekraczają prędkość: 40 kilometrów na godzinę za dużo to u nich norma. Nie zapinają pasów, ciągle rozmawiają przez telefon, zmieniają pasy bez sygnalizacji. Nie oszczędzają samochodów, nie dbają o nie, bo to nie ich własność. Otrzymują wyższe mandaty niż inni kierowcy. Prof. Mariusz Jędrzejko, ekspert w dziedzinie uzależnień: - To najwięksi wariaci na naszych drogach. Są najszybsi, a zarazem najbardziej niebezpieczni, bo jeżdżą na dopalaczach. Z moich badań wynika, że do wyrobienia dziennej normy potrzebują 4 - 5 tigerów lub innych preparatów. Prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny: - Przedstawiciel handlowy to przeważnie młody, przedsiębiorczy mężczyzna, czasem bardzo asertywna kobieta. Są sprawni, szybcy i zachłanni. Tego są uczeni na kursach. Główny cel: maksymalizacja zysków firmy i swoich własnych. Najlepszą metodą jest obecność w jak największej liczbie miejsc w jak najkrótszym czasie. Żeby to osiągnąć, przedstawiciele łamią wszystkie zasady gry, nie tylko na drodze, ale i w relacjach służbowych czy koleżeńskich. Praktycznie żyją w samochodach, dlatego na drodze czują się bardzo swobodnie, jak we własnym domu. Mają wyłączone poczucie zagrożenia. Wyposażeni w GPS i CB-radio do ustalania, gdzie stoi policyjna kontrola, czują się absolutnymi władcami szos. Wymuszają pierwszeństwo, przekraczają prędkość i robią inne rzeczy, bo całość ich psychiki stoi w sprzeczności z ogólnie przyjętymi zasadami bezpieczeństwa.