Przegląd prasy

W policji mało szkolenia techniki jazdy

4 lutego 2009

Modlę się, żebym nie musiał włączać "koguta", bo nie wiem, czy komuś po drodze krzywdy nie zrobię - zwierza się “Gazecie Wyborczej” policjant z sekcji zabezpieczenia miasta. Funkcjonariusze nie przechodzą szkoleń z doskonalenia jazdy samochodem. - Duża prędkość, adrenalina się podnosi. Cel jasny - dogonić ściganego. Ale mam świadomość, że na drodze są inni ludzie. To duży stres - mówi łódzki policjant. - Potrzebne jest doświadczenie i umiejętności. Młodym brakuje jednego i drugiego. Strach z nimi wsiadać do radiowozu. Radiowóz na sygnale, czyli pojazd uprzywilejowany, może przejeżdżać na czerwonym świetle i przekraczać dozwoloną na drodze prędkość. Problem w tym, że często przestępcę ściga niedoświadczony policjant. - Uczą nas, w jakich sytuacjach użyć wobec ściganego broni, że do zatrzymania samochodu można wykorzystać kolczatki, a 150 metrów za nią może stać uzbrojony policjant. O pościgach mamy tylko zajęcia teoretyczne. Nie uczą, jak jechać na sygnale przez skrzyżowanie na czerwonym świetle tak, żeby nie zrobić krzywdy sobie i innym - mówi policjant z sekcji zabezpieczenia miasta. - U nas przeszkolonych jest niewielu, najwyżej kilku - mówi Bogdan Kędziora z łódzkiej drogówki. - A szkoda, bo w codziennej służbie takie umiejętności mogą być bardzo przydatne. Tymczasem wystarczy mieć prawo jazdy i stosowne badania zdrowotne, żeby jeździć radiowozem. Szkoleń z pościgów nie ma, są za to kursy z doskonalenia techniki jazdy prowadzone w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, w czasie których funkcjonariusze uczą się jeździć w trudnych warunkach i terenie. Pod okiem instruktorów ćwiczą na przykład hamowanie na bardzo śliskim terenie czy jazdę na trolleyach. Problem w tym, że niewielu policjantów z Łódzkiego miało szansę w takich szkoleniach uczestniczyć. - Nie prowadzimy statystyki, ile osób w garnizonie łódzkim zostało przeszkolonych - informuje Radosław Gwis z biura prasowego komendy wojewódzkiej. Łódzcy funkcjonariusze mówią, że na taki kurs bardzo ciężko się dostać. Chętnych jest nawet dziesięć razy więcej niż miejsc. W 2008 roku do Legionowa wyjechały z Łódzkiego cztery osoby, a chciało wyjechać kilkadziesiąt. - Nie mamy wpływu na liczbę miejsc na kursach doskonalenia jazdy. Dostajemy przydział z komendy głównej - mówi podinspektor Magdalena Zielińska z komendy wojewódzkiej. - Kadry rozsyłają te informacje do poszczególnych jednostek, a o skierowaniu policjanta na kurs decydują przełożeni. Sam funkcjonariusz powinien ubiegać się o taką możliwość. W Legionowie przyznają, że wiedzą o dużym zapotrzebowaniu na szkolenia z jazdy ekstremalnej. - Ale ogranicza nas liczba instruktorów i zaplanowane remonty, na przykład tzw. płyty poślizgowej - mówi podinspektor Anna Galant, rzecznik Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. W ubiegłym roku zorganizowano tam - dla policjantów z całej Polski - sześć kursów jazdy ekstremalnej (w każdym może uczestniczyć maksymalnie 12 osób). W tym roku zaplanowano ich jeszcze mniej - pięć. - Prawdopodobnie w każdej jednostce w kraju usłyszy pani, że chętnych jest więcej niż miejsc. Nic dziwnego, bo nasze szkolenia są naprawdę przydatne i przygotowują funkcjonariuszy do prowadzenia aut w trudnych warunkach, także w pościgach. Pościgi policyjne zdarzają się w Łódzkiem co najmniej kilka razy w ciągu miesiąca. Niektóre z użyciem wielu radiowozów, broni palnej i z blokadami. W styczniu najgłośniejszy był pościg za granatowym mercedesem ulicą Brzezińską. Kierowca, uciekając, potrącił policjanta, który próbował go zatrzymać. Poddał się dopiero wtedy, gdy pocisk z policyjnego pistoletu ranił go w ramię. Kilka dni później funkcjonariusze gonili bmw - pościg rozpoczął się w Zgierzu, a zakończył dopiero w centrum Łodzi. Ścigany zatrzymał się dopiero wtedy, gdy stracił panowanie nad samochodem i spowodował kolizję z taksówką - poinformowała “Gazeta Wyborcza Łódź”.