Przegląd prasy

W silniku… kot

4 marca 2008

70815adca0887c28d79340001a57a5a309187023 (236-1)

Takiej interwencji giżyccy strażacy dawno nie mieli. Owszem, nieraz ściągali koty z drzew, ale tym razem przyszło im wyciągać wielkie, rude kocisko z... komory silnikowej skody. Akcja trwała godzinę i przy pomocy weterynarza zakończyła się sukcesem. Właściciel skody fabii zaparkowanej przy ulicy Sikorskiego wsiadł do auta, przekręcił kluczyk w stacyjce i już miał ruszyć, kiedy silnik zgasł. Z pod maski zaczęły na dodatek dobiegać jakieś dziwne odgłosy. Mężczyzna wysiadł, podniósł maskę i zobaczył, że w silniku tkwi duży, rudy kot. Zwierzę nie mogło o własnych siłach wydobyć się z pułapki, w jaką wpadło w poszukiwaniu ciepła. Kierowca wezwał na pomoc strażaków. Strażacy przyjechali, popatrzyli, pokręcili głowami. Sprawa nie była łatwa, bo rudzielec został "wkręcony" w jakieś obrotowe elementy silnika. Poza tym był niezwykle agresywny. - Wezwaliśmy lekarza weterynarii, aby dał mu jakiś zastrzyk uspokajający - opowiada Mariusz Szymowiat z KP PSP w Giżycku. Kot po zastrzyku złagodniał i nie stawiał już "oporu". Jednak żeby go wyjąć, strażacy musieli unieść skodę na poduszkach powietrznych, ponieważ kota można było wyjąć tylko od strony podwozia. Wreszcie się udało i rudzielec trafił do lecznicy. Tam się okazało, że prócz ogólnych potłuczeń i zdarcia skóry w jednym miejscu poważniejszych obrażeń nie odniósł. Po kilkudniowej rekonwalescencji ma trafić do schroniska.
Natomiast samochód wyszedł z całej historii bez szwanku. Po zabraniu rudzielca skoda odpaliła i właściciel bez przeszkód mógł nią odjechać – przeczytaliśmy w “Gazecie Olsztyńskiej”.

Słowa kluczowe zwierzęta w pojeździe