Przez ostatnie dwa lata z warszawskich ulic usunięto ok. 600 wraków samochodów. 233 ratusz przejął właśnie na własność i odda do recyklingu. Reszta czeka na takie decyzje. Najstarszym z 233 pojazdów oddanych na przemiał jest skoda z 1971 r., a najnowszym fiat punto z 1999 r. Najwięcej jednak jest fiatów 125 i 126p. Zdarzają się też przyczepy kempingowe i ciężarowe. Obok wartburgów i trabantów stoją auta zachodnie, jak amerykański dodge czy mercedes. Każdy ma inną historię. Część z nich to powypadkowe wraki, inne ktoś podpalił, niektóre zaś rozpadały się ze starości. Wraki usunęły z ulic prywatne firmy na zlecenie straży miejskiej. Każdy z nich przez sześć miesięcy stał na strzeżonych parkingach, aż zgłosi się właściciel. Żadne z aut się nie doczekało. Radni Warszawy mają zdecydować, że miasto je przejmie na własność i odda do recyklingu firmom, które je teraz przechowują. Właściciele porzucają je, zamiast oddać na złom, by uniknąć związanych z tym opłat. Służby miejskie usuwają je dopiero wtedy, gdy stają się uciążliwe dla mieszkańców. Jak twierdzi Włodzimierz Kunach z miejskiego biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, ratusz planuje zorganizować akcję, która ma uświadomić warszawiakom, że oddanie auta do recyklingu nic nie kosztuje. A czasami można nawet na tym zarobić. Akcja ma też zdyscyplinować niepokornych. Porzucający auto często nie zdają sobie sprawy, że biorą na siebie koszt holowania samochodu i jego przechowywania. - Do wielu właścicieli porzuconych samochodów dotarliśmy. Próbowaliśmy ich nakłonić, żeby odebrali pojazdy i pokryli koszty. Nie pofatygowali się, a to oznacza windykację długów - grozi Włodzimierz Kunach.