(232-2)
Jeśli władze nie podejmą śmiałych decyzji, grozi nam komunikacyjny paraliż. Wnioski płynące z raportu Polskiej Akademii Nauk, do którego dotarło Życie Warszawy, są zatrważające. Coraz więcej osób pracuje w Śródmieściu i okolicach, i jeśli ta tendencja się nie zmieni, dojechanie do centrum stolicy będzie praktycznie niemożliwe! – donosi gazeta. Czy istnieje jakaś recepta na wyjście z tej sytuacji? Eksperci mówią o próbie zrównoważonego rozwoju stolicy, poprawie taboru komunikacji miejskiej i przenoszeniu siedzib firm na obrzeża. Jak najwięcej ludzi powinno pracować tam, gdzie mieszka, żeby rzadziej musieli się przemieszczać – mówi Jolanta Latała, zastępca dyrektora Biura Architektury i Planowania Przestrzennego. W ten sposób zorganizowane są np. Paryż, Edynburg czy Praga. Mają dobrze rozwiniętą komunikację miejską, a ludzie pracują w każdej dzielnicy.– Wystarczyłoby przenieść kilka instytucji na prawy brzeg Wisły, by zrównoważyć rozwój stolicy – dodaje Śleszyński. Odmiennego zdania jest prof. Wojciech Suchorzewski z Politechniki Warszawskiej. Według niego, koncentracja w centrach jest lepsza niż rozproszenie. – Więcej samochodów do centrum i tak już nie wjedzie – mówi profesor. – Poza tym wystarczy tylko poprawić działanie komunikacji miejskiej. Przecież tramwaje mogą jeździć nawet co dwie minuty. Nie ma ku temu żadnych technicznych przeciwwskazań – uważa. – A skoro wydaliśmy tak duże pieniądze na budowę metra, to lepiej, by woziło ludzi niż powietrze.