Przegląd prasy

Wiosenne ożywienie w ośrodkach szkolenia

23 kwietnia 2008

Na łódzkich ulicach zaroiło się od samochodów z charakterystycznym "L" na dachu – donosi “Dziennik Łódzki”. Skąd taki ruch w interesie? Okazuje się, że wiosną tradycyjnie więcej osób zapisuje się na kursy prawa jazdy. Dlaczego? Bo sprzyja pogoda. - Dopiero zaczynam kurs, ale przy odrobinie szczęścia, to znaczy jak zdam egzamin, na wakacje powinnam mieć prawo jazdy - mówi Justyna Walczak, studentka. Z kolei Mariusz Jarocki zapisał się na kurs wiosną, bo... wtedy łatwiej się jeździ. Nie ma śniegu, mrozu, więc i manewry ćwiczyć przyjemniej. - Niestety, nie przewidziałem remontów na drogach - mówi Mariusz Jarocki. - Mój instruktor stosuje metodę rzucania na głęboką wodę, czyli zamiast omijać korki, wjeżdżamy w nie. To jest prawdziwa szkoła jazdy! Czy rzeczywiście wiosna oznacza boom na kursy i egzaminy na prawo jazdy? Ze statystyk łódzkich autoszkół wynika, że faktycznie chętnych jest więcej niż jeszcze dwa miesiące temu. Ale zdaniem właścicieli szkół prawdziwe żniwa zaczną się dopiero przed wakacjami. - Zwykle tak jest, chyba dlatego, że ludzie mają więcej wolnego czasu. Młodzież jest po maturach, a studenci po sesji - mówi Agata Górecka, instruktorka z autoszkoły "Górecki". - Myślę, że dla zdających na prawo jazdy liczą się także warunki na drogach. Łódzki Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego, egzaminujący kandydatów na kierowców, także ma więcej klientów. I raczej nie ma to związku z wiosną. - Od początku roku egzaminujemy znacznie więcej osób. Wynika to z dwóch powodów: mamy więcej egzaminatorów, przez co skrócił się czas oczekiwania na sprawdzian - tłumaczy Tomasz Kacprzak, wicedyrektor łódzkiego WORD. - A kursantom zależy na czasie, bo im mniej czasu minie od zakończenia szkolenia, tym więcej wiedzy zostaje w głowie. Dyrektor Kacprzak dodaje jednak, że ubiegający się o prawo jazdy chętniej przystępują do sprawdzianów wiosną. Mimo że egzaminatorzy twierdzą, że czasami łatwiej jest zaliczyć go zimą. Dlaczego? - To proste: pod śniegiem często nie widać, czy kandydat przejechał ciągłą linię, czy nie... - mówi Tomasz Kacprzak.