Autobus, w wypadku którego 26 kwietnia w Łaziskach Górnych zginęły dwie osoby, a 20 zostało rannych, nie miał ważnych badań technicznych i był w tak złym stanie, że nie powinien był w ogóle wyjeżdżać w trasę - ustaliła Prokuratura Rejonowa w Mikołowie. Jak poinformował prokurator Bogusław Rolka, potwierdza się też przyjęta początkowo hipoteza, że do wypadku doprowadziło rozszczelnienie gaśnicy proszkowej w kabinie kierowcy. Wiadomo, że gaśnica nie odpowiadała normom technicznym. Trwają ekspertyzy, które mają ustalić, czy użyty do jej wypełnienia proszek mógł w ogóle być wykorzystany do tego celu prokuratorzy podejrzewają, że ta substancja nie jest już stosowana. Z kolei oględziny samego autobusu wskazały fatalny stan jego ogumienia - każda z opon miała bieżnik innej wysokości, a jedna była zupełnie zużyta. Termin ważności badań technicznych autobusu minął w marcu. - Z naszych dotychczasowych, dobrze udokumentowanych ustaleń wynika, że autobus z takim stanem wyposażenia i w tym stanie technicznym nie powinien był w ogóle wyjechać na drogę - powiedział Rolka. Śledztwo prowadzone jest w sprawie nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem w postaci śmierci dwóch osób oraz ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u innych osób. Prokuratura nie postawiła jeszcze nikomu zarzutów, przewiduje jednak, że usłyszy je kilka osób. Ze względu na stan zdrowia nie przesłuchała wciąż kierowcy autobusu, który został ciężko ranny w wypadku. Feralny kurs linii 45 realizowany był na zlecenie Miejskiego Zarządu Komunikacji Tychy przez prywatną firmę przewozową.