Przegląd prasy

Wyśrubowane rozkłady jazdy, wstydliwe problemy

12 grudnia 2007

- Przerwy są tylko na papierze. Zdarza się, że nie mamy czasu nawet się wysikać, a często i tak nie ma gdzie - skarżą się śląscy kierowcy autobusów. Powodem według nich jest zbyt wyśrubowany rozkład jazdy. Przerwa między kursami to czas na posiłek, papierosa i skorzystanie z toalety. Kierowcy czekający na pętli mają na to zwykle kilkanaście minut. - Najczęściej to fikcja. Nie ma czasu, bo i tak jesteś już spóźniony. Najgorzej jest po południu na długich trasach - skarżą się kierowcy. Nie chcą podawać nazwisk, bo boją się o pracę. Andrzej jeździ na linii 48, z Katowic do Chorzowa. - Rozkład jazdy jest tak rozpisany, że nie ma szans, żeby autobusy nie jeździły opóźnione. Tkwimy w korkach, a potem wkurzają się wszyscy. Pasażerowie, którzy czekają na przystankach i my, bo o przerwie możemy zapomnieć. Dojeżdżasz na pętlę i już jesteś spóźniony, bo powinieneś być 10 przystanków do przodu. Często jest tak, że w południe siadam za kółkiem, a pierwszą przerwę mam dopiero koło godz. 20 - denerwuje się kierowca. - Ostatnio miałem takie opóźnienie, że dogonił mnie następny autobus. Wysadziłem swoich pasażerów i pojechałem na dworzec do toalety. Nie mogłem już wytrzymać, a przecież nie będę jeździł w pieluchach - opowiada jego kolega Rafał. Zdaniem kierowcy wszystkiemu winny jest co raz większy ruch na drogach i wyśrubowane rozkłady jazdy. - Rozmawialiśmy o tym z kierownictwem, ale bez rezultatów - mówią. Problemem są też toalety, a właściwie ich brak. - Często nie ma jak sobie poradzić. Przecież nie będziemy biegać pod drzewko kiedy na przystanku stoi tłum ludzi. Na niektórych pętlach są przenośne toalety, ale nie na wszystkich - skarży się Adam, szofer z kilkunastoletnim stażem. W katowickim PKM tłumaczą, że nie wszędzie da się ustawić popularne toi-toie. - Mamy jedną własną ubikację na dworcu i kilkanaście innych punktów. Są to toalety przenośne albo wynajęte w barach i restauracjach. Na pewno w niektórych miejscach to problem, ale nie wszędzie jesteśmy zapewnić ubikacje. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby były szalety miejskie jak kiedyś - wyjaśnia Beata Leśniewska z katowickiego PKM. Leśniewska wyjaśnia, że na niektórych liniach rzeczywiście zdarzają się opóźnienia, ale kierowcy nie skierowali w tej sprawie żadnego pisma. - Dopóki nie będziemy mieli oficjalnych sygnałów nic nie możemy zrobić - mówi.