Przegląd prasy

Zdawalność na placu manewrowym

30 stycznia 2010

Tylko co czwarty egzamin na prawo jazdy kategorii B kończy się sukcesem. Najczęstszą przyczyną porażki są błędy popełniane na placu manewrowym. Dlaczego tak się dzieje? - Stres, stres i jeszcze raz stres – usłyszeli dziennikarze “Kuriera Lubelskiego” od osób oczekujących na egzamin. Zbigniew Stachyra, naczelnik Wydziału Egzaminowania WORD uważa, że problem leży gdzie indziej. - Mówili mi o tym sami instruktorzy. Po prostu osobie, która podczas ćwiczeń bez błędów przejedzie dwa razy plac, wydaje się, że poradzi sobie na egzaminie i od razu chce ćwiczyć w mieście. Nic bardziej mylnego. Każda godzina jazdy powinna zaczynać się od placu - mówi egzaminator. Paweł O., który zdaje egzamin po raz trzeci mówi: - Moim zdaniem, oprócz stresu duże znaczenie ma również to, że wiele ośrodków nie szkoli kursantów na toyotach, które mają sześć biegów, a na takich zdaje się egzaminy. Zakup takich samochodów to jednak duże obciążenie dla ośrodków nauki jazdy. - Dla każdej szkoły wymiana pojazdu to wydatek rzędu 50 tys. zł - podkreśla Dominik Jurek, szef Ośrodka Szkolenia Kierowców Sprinter. Oprócz pomyłek na placu manewrowym, w drugiej kolejności na drodze do wymarzonego prawka stoją błędy popełniane podczas jazdy po mieście. To przede wszystkim zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. Poza tym w trakcie egzaminu adepci kierownicy wymuszają pierwszeństwo na innych pojazdach (25,4 proc. przypadków). Ogólna statystyka nie jest zadowalająca - mówi Dariusz Bogusz z Wydziału Komunikacji UM Lublin. Jego zdaniem, należałoby ją poprawić. - Tak naprawdę zdawalność na placu powinna być na poziomie od 80 do 90 proc. - uważa urzędnik.