Pytanie: Zwracam się o pomoc w wyjaśnieniu następujących pojęć: "kierunek ruchu", a "kierunek jazdy". Czy wg specjalistów można te pojęcia używać zamiennie oraz ewentualnie, jaka jest różnica pomiędzy instytucjami: kierunku ruchu a kierunku jazdy? Prawo o ruchu drogowym (sensu largo) posługuje się ww. pojęciami. Wg mojej subiektywnej oceny nie są to pojęcia tożsame, i nie można ich stosować zamiennie (choć jedno zawiera się w drugim). Niektórzy komentatorzy, trenerzy oraz autorzy różnych publikacji (w tym również wydawanych przez Grupę Image -- dla przykładu w systemie e-learningowym "Wzrost kompetencji kadry ośrodków szkolenia kierowców", w dziale Prawo, rozdział Zasady ruchu) posługują się tymi pojęciami zamiennie. Czy wg specjalistów można zamiennie używać tych pojęć? Czy mógłbym poznać opinie Waszych prawników? Z poważaniem Jerzy Michalak
Odpowiedź:Pan Jerzy Michalak, zapewne nauczyciel kierowców, wbił nam ćwieka w postaci wyjaśnienia pojęć “kierunek ruchu” i “kierunek jazdy” wyrażając przy tym pogląd, że nie są to pojęcia tożsame i nie można ich stosować zamiennie. Gdybyśmy się zwrócili do prof. Bralczyka czy prof. Miodka odpowiedzieliby nam w formie pięknego wykładu. Myślę jednak, że sprawa nie jest na tyle złożona, iż byśmy sami z tym się nie rozprawili.
Oczywiście pan Michalak ma rację. To nie są pojęcia tożsame i nie można ich stosować zamiennie. “Kierunek ruchu”, występujący na przykład w art. 7 ustawy Prawo o ruchu drogowym, czy w treści znaczeniowej znaków, na przykład F-15 i F-16, odnosi się do zjawisk globalnych. Oznacza ono, że na konkretnym odcinku (przekroju) drogi ruch (potok pojazdów), a więc zjawisko globalne, przebiega w konkretnym kierunku i nie może być inaczej. Natomiast “kierunek jazdy”, występujący na przykład w art. 4 cytowanej ustawy i w treści znaczeniowej znaków C-1, C-11 i C-17 oraz F-10 i F-11, odnosi się do zjawisk indywidualnych. Jest adresowane nie do potoku pojazdów lecz do konkretnego człowieka, który jedzie pojazdem, spotyka się “łeb w łeb” z umieszczonym na tarczy znaku piktogramem, ma jechać we wskazanym kierunku i nie może być inaczej. Tu utożsamia się człowieka, który “jedzie” z kierującym, a więc z kierowcą. Może tu budzić nasze zastrzeżenie logika zjawiska. Nie można jednak w technice legislacyjnej (teoria projektowania aktów prawnych) posłużyć się terminem “kieruje” w kierunku. Zresztą podobne uregulowania występują w kodeksach drogowych państw o znacznie starszej aniżeli u nas motoryzacji.
Jeżeli moje przypuszczenie, że pan Michalak należy do grupy nauczycieli kierowców, jest trafne nasuwa mi się pewna uwaga co do metodyki nauczania przepisów o ruchu. Otóż z uwagi na fakt, że dziś przeciętny obywatel zna reguły ruchu drogowego, nauczanie tego przedmiotu powinno się skoncentrować na technice (sposobie) realizacji przepisów ruchu drogowego podczas kierowania pojazdem. Na przykład, każdy naogół zna treść znaczeniową reguł obowiązujących przy realizacji procesu wyprzedzania. Wyprzedzanie w naszych warunkach, gdzie większość dróg to drogi jednoprzestrzenne (o jednej jezdni) należy do manewrów, podczas wykonywania których powstaje najwięcej tragicznych w skutkach wypadków. To też należy pominąć podawanie treści przepisu. Należy precyzyjnie przedstawić czynności, jakie należy wykonać przed, w trakcie trwania i po zrealizowanym procesie wyprzedzania oraz jak je wykonać i w jakiej kolejności. Należy również zaakcentować, że czynnością najważniejszą z punktu widzenia bezpiecznego przebiegu procesu jest ocenienie, jak daleko znajduje się ewentualnie jadący z przeciwnego kierunku i jaką porusza się prędkością oraz jak to ocenienie powinno być wykonane.
Na marginesie tej sprawy warto przyjrzeć się pojęciu “nauka jazdy”. Jest to pojęcie, które występuje u nas chyba od prawie stu lat i niema logicznego związku ze zjawiskiem. Mianowicie, przyjmując kandydata na kierowcę chcemy go nauczyć kierowania, sprawnego i bezpiecznego kierowania. Uczyć “jeździć” to mniej więcej tyle, co uczyć jeździć w charakterze pasażera i czynić to bezpiecznie. Niechaj nikt nie mówi, że pasażer nie musi umieć być wiezionym by być bezpiecznym i nie wpływać destrukcyjnie na postępowanie kierowcy. Osobiście lansuję pojęcie “nauka kierowania”. Ono mówi nam, że uczymy (kogoś) kierowania przedmiotem, jakim jest taki czy inny pojazd. Natomiast jeśli mówimy “nauka jazdy”, pojęcie użyte w art. 55 cytowanej ustawy, może się nam z tym pojęciem kojarzyć to, że uczymy (kogoś) bycia pasażerem takiego czy innego pojazdu. Ponieważ jednak pojęcie to jest stosowane powszechnie od niemal stu lat, tak mocno zakorzeniło się w naszej świadomości, iż nie sposób kogoś przekonać, że nie ma ono sensu. Jan Zasel
Odpowiedzi udzielił: Jan Zasel, ekspert prawa drogowego