|
|
Mirosław Szreder, kierownik katedry statystyki Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego, na łamach “Tygodnika Powszechnego”, analizuje przyczyny ofiar wypadków drogowych w Polsce. Twierdzi - jeździmy za szybko. Poprzez analizę wielu tysięcy zdarzeń na drogach całego świata, ustalono najważniejsze czynniki ryzyka w ruchu drogowym. Na pierwszym miejscu jest jazda pod wpływem alkoholu i innych środków odurzających, zaraz po nim pojawia się prędkość pojazdu. Statystycy potrafią określić, o ile przeciętnie wzrasta liczba wypadków i ofiar przy wzroście o jednostkę prędkości pojazdów na drogach. Są to prawidłowości znane od lat, sprawdzone i zweryfikowane w wielu krajach, a spora grupa kierowców nadal nie potrafi przyjąć ich do wiadomości. Niestety, także Sejm uznał w grudniu 2010 r., że podwyższając limity prędkości na autostradach i drogach ekspresowych nie zwiększa tą decyzją ryzyka wypadków - czytamy. I dalej autor podsumowuje - kilka miesięcy po wprowadzeniu tego przepisu w życie, wiosną 2011 r., przedstawiliśmy (wspólnie z dr Ewą Wycinką) na łamach “Gazety Wyborczej” i kwartalnika “Wiadomości Ubezpieczeniowe” wyliczenia spodziewanych skutków tej decyzji. Minął pierwszy rok pozwolenia na szybszą jadę i dane Komendy Głównej Policji potwierdziły te wyliczenia: w 2011 r. nastąpił nie tylko wzrost liczby wypadków, ale także ponad 10-procentowy wzrost liczby ofiar śmiertelnych. Tak dużego skoku nie zanotowano w Polsce od ponad 12 lat. I bardzo ważny wniosek: jeżeli obniżymy prędkość pojazdów o 10 km/godz. możemy w ciągu roku zmniejszyć liczbę ofiar śmiertelnych o ponad 250 osób - konkluduje prof. dr hab. Mirosław Szreder.. |
(Fot.: PD@N - 435-36)
