Dłużnicy alimentacyjni tracą prawa jazdy. W powiecie bytowskim wzięły się za nich ośrodki pomocy społecznej i starostwo – donosi “Głos Pomorza”. I relacjonuje dalej: W październiku ubiegłego roku zmieniły się przepisy. Nowe każą ośrodkom pomocy społecznej bardziej rygorystycznie traktować osoby, które nie płacą zasądzonych alimentów. - Wzywamy osobę, która ma płacić alimenty. Musi ona nam złożyć oświadczenie o swojej sytuacji majątkowej. Jeśli takiego oświadczenia nie złoży, zawiadamiamy prokuraturę o popełnieniu przestępstwa i wnioskujemy do starosty o cofnięcie uprawnień do kierowania pojazdami - mówi Wojciech Kwaśniewski, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Miastku, który wysłał już kilkadziesiąt wniosków. - Ośrodki pomocy zasypują nas takimi wnioskami. Na razie starosta wydał cztery decyzje o cofnięciu praw jazdy - mówi Marian Miazga, naczelnik wydziału komunikacji bytowskiego starostwa. Każdy z delikwentów powinien oddać dokument w wydziale komunikacji. Nie zrobił tego żaden. - Formalnie nie mają już uprawnień do kierowania pojazdami. Wsiadając za kółko, ryzykują - oznajmia Miazga, dodając, że o każdym takim przypadku powiadamiana jest policja. - Jak na razie nie zatrzymaliśmy żadnej osoby, która straciła prawo jazdy z powodu uchylania się od płacenia alimentów. Jeśli tak się stanie, to takiego kierowcę czekają surowe konsekwencje - mówi Michał Gawroński, rzecznik prasowy bytowskiej policji. - Każdy sposób jest dobry, aby zmusić ojców do płacenia na własne dzieci. W moim przypadku jest tak, że były mąż pracuje w Anglii, chyba nielegalnie. Nieźle mu się powodzi, a po złości nie chce łożyć na utrzymanie syna - mówi mieszkanka podmiasteckiej wsi. Jeśli dłużnik nie płaci alimentów przez rok od utraty prawa jazdy, to musi zdawać karny egzamin, aby odzyskać uprawnienia. Starostwo za każdym razem zobowiązane jest przywrócić uprawnienia, jeśli dług zostanie uregulowany.