Handel punktami karnymi kwitnie w internecie na potęgę. Kierowcy złapani za przekroczenie prędkości przez fotoradar za wszelką cenę chcą uchronić się przed utratą prawa jazdy – alarmuje “Dziennik Bałtycki”."Sprzedam punkty karne, 150 zł za punkt, pomorskie, mężczyzna, kontakt na gg" , "Mogę oddać do 20 pkt, 200 zł/pkt, kontakt e-mail" , "Kupię 15 punktów karnych, cena do uzgodnienia, pilne, gg" Takich i podobnych ogłoszeń można znaleźć setki, a nawet tysiące z całej Polski. Ceny za punkt wahają się od 120 do 200 zł. Zdarzają się jednak i takie za 80 zł. Handel punktami kwitnie pomimo surowych konsekwencji w przypadku udowodnienia oszustwa. Grozi za to nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
Fotoradarów rejestrują każde wykroczenie na drodze, wykonuje zdjęcia fotograficzne pojazdom, które przekroczyły określony próg prędkości. W zależności od tego jak jest zamontowany, może mierzyć prędkość pojazdu zbliżającego się lub oddalającego od niego. Wykonane zdjęcia są zapisywane na nośniku elektronicznym lub na kliszy fotograficznej. - Następnie takie zdjęcie jest obrabiane, aby ujawnić jak najwięcej cech charakterystycznych pojazdu. Numery rejestracyjne przesyłane są do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców - mówi Janusz Staniszewski z gdańskiej policji. Fotoradar rejestruje następujące elementy: samochód, numer rejestracyjny, wizerunek kierującego, datę i godzinę zdarzenia, miejsce popełnienia wykroczenia, prędkość z jaką jechał kierujący oraz prędkość dozwoloną. Do właściciela kierowane jest wezwanie na policję w celu ustalenia jej tożsamości kierującego - mówi Staniszewski. Następuje to w terminie do 30 dni od ujawnienia wykroczenia. Obowiązek wskazania kto w danym czasie użytkował pojazd ciąży na właścicielu z mocy art. 78 ust. 4 Ustawy Prawo o ruchu drogowym. Jeśli kierowca przyznaje się, dostaje mandat i punkty karne i na tym właściwie sprawa się kończy. Problem powstaje jeśli kierowca nie przyznaje się do winy i neguje informacje zarejestrowane przez fotoradar. W takim przypadku trafia ona do Sądu Grodzkiego. - On na podstawie dowodów rozpatruje całą sprawę - mówi Staniszewski. - Każdemu przysługuje prawo do obrony i przedstawienia własnych wniosków dowodowych, takich jak zeznania świadków. Swoje fotoradary ma także Straż Miejska. Większość postępowań mandatowych odbywa się za pomocą poczty. Wszystkie procedury trwają około dwóch tygodni. Właścicielowi auta wysyłane jest zapytanie o kierującego. - Można zostać dodatkowo ukaranym za nieudzielenie odpowiedzi o kierującym pojazdem, czemu właściciele się bardzo dziwią, ale takie zachowanie też jest wykroczeniem - poucza Krzysztof Bulwan, komendant Straży Gminnej w Człuchowie. - Nierzadko bywa tak, że wbrew prawdzie wskazuje się brata, czy innego członka rodziny, co przy niewielkiej różnicy wieku i podobieństwie jest trudne do wychwycenia.