Na łamach tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS publikowaliśmy już fragmenty z uzasadnienia do rządowego projektu ustawy o kierujących pojazdami. Wybraliśmy ustępy dotyczące szkolenia kandydatów na instruktorów i jakości tej działalności itd. Ustawodawca pisze o potrzebie podnoszenia przez instruktorów kwalifikacji. W zakresie wykształcenia nic nie ulega zmianie. Podstawowym kryterium jest wykształcenie średnie. W ubiegłym tygodniu opublikowaliśmy list Czytelnika ostro krytykującego brak kryterium wyższego wykształcenia. Dzisiaj, Państwa opinie, liczymy, że dyskusja będzie trwała. Projekt ustawy ma już wyznaczony termin drugiego czytania. Oczekujemy na dalsze wypowiedzi - e-mail: news@prawodrogowe.pl
Redakcja
J.W. Wrocław: Witam, Dane mi było robić kursy na prawo jazdy we Wrocławiu w trzech OSK (różne kategorie prawa jazdy). Tylko w jednym trafiłem na instruktora-pedagoga z wyższym wykształceniem. Muszę szczerze powiedzieć, iż była to REWELACJA! Ten człowiek reprezentował sobą wielką kulturę osobistą, wiedzę, a przede wszystkim sposób jej przekazywania. Jestem przekonany, iż instruktorem w Polsce powinni być wyłącznie ludzie z wyższym wykształceniem, gdyż to na pewno podniesie poziom szkolenia. Wiem, że większość instruktorów zaraz podniesie larum, gdyż większość legitymuje się wykształceniem średnim. Jednak bezpieczeństwo na drogach jest najważniejsze.
Ewa: Aby dobrze nauczyć kogoś jeździć nie trzeba mieć wyższego wykształcenia tym bardziej pedagogicznego. Taką bzdurę mogą wymyślać chyba tylko nauczyciele mający OSK, po to tylko, aby wyeliminować konkurencję. Mój Ojciec jest instruktorem, posiada OSK od 20 lat, świetnie uczy, nigdzie nie musi reklamować się, bo ma kursantów z polecenia innych. Nie posiada wyższego wykształcenia, jest to zbyteczne, on naucza głównie praktyki, od teorii jest wykładowca.
Robert D.: Nawiązując do wypowiedzi "DOUCZONEGO" Pana S. należy wnioskować, że wszyscy nasi wspaniali kierowcy rajdowi w Polsce, nie potrafiliby nauczyć kogoś jeździć technikom kierowania potrzebną w wyścigach rajdowych, gdyż jak myślę większość z nich nie ma wykształcenia pedagogicznego. Może niech Pan założy SZKOŁĘ TECHNIKI RAJDOWEJ, pewnie jest Pan lepszy od Kajetanowicza, Kuzaja i Dąbrowskiego i czekamy na Pana absolwentów na torach i trasach rajdowcy :) Żal mi Pana - Instruktor z Wyższym Wykształceniem (NIEPEDAGOGICZNYM).
Beata Ż.: Witam, zajmuję się od kilku lat kształceniem kandydatów na instruktorów, sama oczywiście posiadam wykształcenie wyższe pedagogiczne, ale z doświadczenia oraz prowadzonych przeze mnie obserwacji wnioskuję, że wykształcenie pedagogiczne nie jest gwarancją sukcesu nauczenia umiejętności kierowania pojazdem. znam wielu instruktorów z przygotowaniem pedagogicznym, którzy niestety nie radzą sobie ze szkoleniem tak jak ich koledzy z "tylko" średnim wykształceniem. Powiedzmy sobie szczerze liczą sie predyspozycje oraz sposoby przekazywania wiedzy oraz umiejętności kursantom, wystarczy do tego profesjonalnie zorganizowany kurs dla kandydatów na instruktorów oraz jak wcześniej wspomniałam PREDYSPOZYCJE.
P.S. znam kilku nauczycieli - instruktorów, których efekty szkolenia były bardzo mizerne.
Jan Sz.:Jeżeli pan Zdzisław S. ma wyższe wykształcenie, to szczerze współczuję stanu frustracji, widać nie wytrzymuje konkurencji z tymi z wykształceniem średnim. Jestem zawodowym kierowcą od 1978 roku, od 1985 roku szkolę kierowców a od 2006 prowadzę własny osk, mam wykształcenie średnie i same sukcesy w swojej pracy. Chętnie stanę w szranki z panem Zdzisławem S, o ile ma wyższe wykształcenie.
Władysław D.: Zgadzam się z tymi wypowiedziami, które mówią o tym że nie wykształcenie decyduje o jakości szkolenia kandydatów na kierowców, lecz wiedza i umiejętność jej przekazywania. W Gorzowie Wlkp. od 10 lat pierwsze miejsce w rankingach zajmuje instruktor, który posiada zawodowe wykształcenie.
Czyżyk: Wierzyć mi się nie chce w to co przeczytałam. Praca instruktora to nie praca w klasie. Czasem kondycja nie pozwala na maksymalną koncentrację, ale jakoś lekcja przeleci (45 min.). W końcu przy lepszej kondycji można temat nadrobić. Na drodze tak się nie da. Oczy trzeba mieć wkoło głowy. Wystarczy chwilkę zagapić się, zdekoncentrować i nieszczęście gotowe. Pracuję w tym zawodzie od 5 lat. Pedagog poprowadził zajęcia teoretyczne 2 razy. Bzdury opowiadane przez niego sięgnęły zenitu a sala opustoszała. Dalej musiałam sama zrobić teorię. Jak każdy zawód ta praca wymaga serca i oddania. Jak w każdym zawodzie trafiają się zgniłe jabłka. Obecne wykształcenie zupełnie wystarczy. Ministerstwo zaś powinno sukcesywnie tworzyć system szkoleń. Poza tym wszystkim ludzi należy uczyć poszanowania prawa. Takie rzeczy wynosi się z domu. Jakże często dzieci nauczycielskie zachowują się jak banda bezkarnych dzikusów. Gdyby wszyscy mieli studia, to kto naprawiałby samochody, budował domy, zamiatał ulice itp.? Nie spotkałam gorszego kursanta jak nauczyciel (inaczej mówiąc przerost ambicji nad możliwości).
Tadeusz L.: Szanowni Państwo! a jakim celu tworzyć nowe struktury, mamy gotowe przykłady: jak szkolą i egzaminują w Niemczech a jak na Litwie. Gdzie i ile wypadków rocznie na 1000 kierowców. Niemcy mają 6Xmniej niż my, a Litwini podobnie jak my - też podobnie szkolą i egzaminują. Proces szkolenia powinien polegać na kontakcie; " uczeń - mistrz ". Oddzielną i chyba najważniejszą sprawą jest egzekucja prawa. Przecież najgorzej wyuczony kierowca wie, że nie należy jeździć na czerwonym świetle, wyprzedzać na przejściach dla pieszych, parkować na miejscach dla inwalidów. A właśnie te wykroczenia najbardziej bolą. No i pojęcie "nadmierna prędkość" a brak świadomości co to jest prędkość bezpieczna. U nas taka sama kara za przekroczenie prędkości w strefie zamieszkania, w bliskości szkoły, czy szpitala, jak i na autostradzie. Szkolę od 1976 roku w zakresie prawa jazdy A, B, C, D, E. U nas jazda bez prawa jazdy to " tylko " wykroczenie!!!. Kandydaci na kierowców w zakresie kat A umieją wielokroć dobrze jeździć, nie boją się, że im ktoś zarekwiruje motocykl. W ostateczności to 500 zł mandatu. Sprawa egzaminów i egzaminatorów. Ci nowi boją się zdających, bo sami nie umieją jeździć. Egzaminator to powinien być mistrz, który wcześniej był instruktorem, policjantem w ruchu drogowym, żołnierzem o specjalności samochodowej itd. A instruktor powinien mieć przynajmniej 3 lata stażu za kierownicą w danej kategorii. To samo kandydaci na kierowców kat D. Przecież doświadczenia zdobytego za kierownicą nie zastąpi żaden kurs uzupełniający. Nie można nauczyć się grać na skrzypcach w ciągu 280 godzin, nie można też nauczyć się jeździć na kursach uzupełniających. Starsi koledzy pamiętają jaki był tabor autobusowy za komuny. Łyse opony. hamulce jakie były to były, kto słyszał o ABS itp. A wypadków z udziałem kierowców autobusów było, zdecydowanie mniej. Dobrego kierowcy nie zastąpi technika. Kto uczy teraz hamowania silnikiem? Dlaczego kowala nie uczy zawodu polonista, a murarza historyk? - proste; domy by się zwaliły. A dlaczego uczą jeździć geografowie, egzaminują prawnicy? - bo nie sprawdzili się w swoim zawodzie i szukają szczęścia w szkoleniu na kierowców. Mnie na szczęście szkolili fachowcy ( był kiedyś obowiązek pracy jako pomocnik kierowcy), przejechałem o/k 6 mil. km, jak do tej pory nie spowodowałem wypadku. A cóż prostszego wprowadzić stopniowe zdobywanie szlifów w naszym zawodzie; np. Młodszy instruktor, egzamin po trzech latach na instruktora, egzamin na starszego instruktora albo egzaminatora. Wiem co "umieli moi pracownicy po tzw. kursie dla instruktorów ". A kursy mieli prowadzone dobrze, zgodnie z programem. Owszem wiedzieli co to proksemika, dydaktyka, metodyka. Nawet znali takiego autora jak pan Okoń. Ale jak wytłumaczyć co to martwe pole, co to moment obrotowy, jak kręcić kierownicą, dlaczego bolą ręce od ściskania kierownicy, nie mieli pojęcia. Nauczyli się praktykując u mnie i moich kolegów. Osobowość nauczyciela, jego kompetencje zawodowe liczą się najbardziej. Owszem zgadzam się z tymi którzy chcą wprowadzić np. 2-u letnie szkoły dla egzaminatorów, instruktorów, policjantów itd, może coś na kształt dawnej " samochodówki w wojsku. Ale na ten temat niech wypowiedzą się bardziej kompetentni w tej materii. Pozdrawiam Zespół Redakcyjny, koleżanki i kolegów - Tadeusz L., Kierownik Szkoły w Krakowie.
Jerzy: Z tej dyskusji wynika, że znowu w sprawach szkolenia wypowiadają się osoby oderwane od rzeczywistości. Każdy instruktor ma przeszkolenie pedagogiczne. Zamiast wykształcenia wyższego jestem za powrotem zasady ze instruktorem może być osobą z wykształceniem o kierunku samochodowym lub pokrewnym z praktyką jazdy co najmniej 5 lat zawodowo. Pamiętam czasy kiedy testy egzaminacyjne pisane były tak filozoficznie ze nie zgadzały się przepisami ruchu drogowego a autorem ich byli ludzie z wyższym wykształceniem. Nie jeden uczestnik egzaminu nie zdał egzaminu z tego powodu. Morał z tego wynika, że to nie wykształcenie ma wpływ na jakość szkolenia, ale bardziej kierunek wykształcenia i długoletnia praktyka przed podjęciem się uczenia innych. Moim zdaniem średnie wykształcenie jest wystarczające, ale z o kierunku samochodowym lub pokrewnym.
Grzegorz: Co do rankingów to należy ustalić metodologię. Ośrodek, który szkoli dużo osób w wieku 50, 60 lat statystycznie nie osiągnie zdawalności ośrodka, który szkoli młode osoby. Zróżnicowanie ze względu na wiek przede wszystkim. Ponadto osoba kończy kurs, a na egzamin zapisuje się po dwóch, trzech miesiącach bez jazd doszkalających i oblewa zaniżając ranking. Nie można do jednego worka wsadzić wszystkich egzaminów. Metodologia przede wszystkim.
Krzysztof G.: Awans zawodowy- Wiele szumu w środowisku instruktorów wywoła propozycja corocznych szkoleń instruktorów nauki jazdy. Jedni byli za szkoleniem, ale różnili się wypowiedziami co do wyboru podmiotów szkolących. Natomiast inni wszechwiedzący byli za likwidacją takiego obowiązku. Chciałbym w tej sprawie przedstawić swój pogląd na sprawę. Już kilka lat wstecz podnosiłem ten sam problem. Według mnie Ministerstwo Infrastruktury tak naprawdę nie ma żadnego pomysłu. Widzi potrzebę corocznych szkoleń, ale tak naprawdę nie wie jak to zrobić, albo nie chce się narazić stowarzyszeniom instruktorów. Gdybym to ja decydował w tej sprawie, to zrobiłbym to tak. Przede wszystkim określiłbym, kto to instruktor. Według mnie instruktor ma bliżej do nauczyciela niż do kierowcy. Po takim określeniu wszystko jest już proste. W karcie nauczyciela ustala się stopnie awansu zawodowego według następującej kolejności:
1. Nauczyciel stażysta;
2. Nauczyciel kontraktowy;
3. Nauczyciel mianowany;
4. Nauczyciel dyplomowany;
Dobre wzorce wypracowane przez lata w przypadku awansu zawodowego nauczycieli powinny znaleźć swoje odbicie w awansie zawodowym instruktora.
Ustaliłbym następujące stopnie awansu zawodowego instruktora:
1. Instruktor stażysta;
2. Instruktor kontraktowy;
3. Instruktor mianowany;
4. Instruktor dyplomowany;
5. Egzaminator;
Następnie określiłbym kryteria dla poszczególnych stopni:
lp Stopień awansu zawodowego / Wykształcenie / Uprawnienia / (zakres szkolenia) / Czas trwania.
1 Instruktor stażysta / Średnie-matura / Kurs instruktora nauki jazdy zakończony egz. Państwowym. Udokumentowany staż w zakresie prawa jazdy kat; A, B, C, C+E co najmniej 5 lat / Szkolenie i i egzamin wewnętrzny pod nadzorem instruktora mianowanego. 1 rok
2 Instruktor kontraktowy / Jw. / Egzamin kwalifikacyjny / Praca jako instruktor stażysta co najmniej 1 rok / Samodzielne szkolenie . Egzamin wewnętrzny pod nadzorem egzaminatora mianowanego Co najmniej / 3 lata
3 Instruktor mianowany / Jw. / Certyfikat kompetencji zawodowych Posiadanie 3 letniego stażu pracy jako kontraktowy. Posiadanie prawa jazdy wszystkich kategorii praw jazdy. Samodzielne szkolenie i przeprowadzanie egzaminów wewnętrznych . Opiekun dla stażysty / Może szkolić kierowców zawodowych. Może prowadzić OSK. Co najmniej / 3 lata
4 Instruktor dyplomowany / Jw. / Wykształcenie wyższe. Egzamin kwalifikacyjny Posiadanie stażu pracy jako mianowany 3 lata Jw. / Może szkolić na kursach instruktorów nauki jazdy. Może egzaminować na kursach kwalifikacji wstępnych Co najmniej / 3lata.
5 Egzaminator / Kurs kwalifikacyjny dla egzaminatorów i pozytywny wynik egzaminu państwowego / Posiadanie 3 letniego stażu jako dyplomowany / Jw. / Może egzaminować kandydatów na kierowców i kierowców.
Można dalej wyszczególni c następne stopnie awansu zawodowego egzaminatorów.
Moja propozycja przewiduje ustawiczne uczenie się. Ograniczenia w zakresie prowadzenia szkolenia wywołają niejako naturalną chęć bycia coraz to lepszym. Motywują do dalszego kształcenia się. Zakładam także zlikwidowanie takich nieprawidłowości jak;
• Samodzielne szkolenie bez nadzoru po kursie instruktorskim;
• Brak umiejętności w kierowaniu pojazdem (staż w kierowaniu);
• Zakładanie szkół jazdy po uzyskaniu uprawnień instruktora po otrzymaniu uprawnień;
• Niskiej jakości w prowadzeniu szkół jazdy;
• Brak nadzoru w pierwszym etapie szkolenia przez niedoświadczonego instruktora;
• Brak uzupełniania wiedzy z zakresu BRD, przepisów ruchu drogowego, techniki kierowania, obsługi coraz to nowocześniejszych pojazdów;
• Szkolenia kierowców zawodowych przez młodego wiekiem bez stażu w kierowaniu pojazdem instruktora.
W mojej propozycji można byłoby uwzględnić stopień instruktora doskonalenia techniki jazdy, który mógłby prowadzić szkolenia z zakresu jazdy w warunkach ekstremalnych.
Proszę wyobrazić sobie instruktora nauki jazdy, który posiada prawo jazdy kat. B. Po uzyskaniu uprawnień do szkolenia kandydatów na kierowców. Kończy kurs kat. C. Weryfikacja i jest “specem” od szkolenia ciężarówką. Paranoją jest to, że może szkolić kierowców zawodowych. Tak naprawdę to on sam wymaga szkolenia.
Krzysztof: 1/ Do Pana Roberta D - Instruktora z Wyższym Wykształceniem (NIEPEDAGOGICZNYM) i autora wypowiedzi, której fragment pozwalam sobie zacytować: “Nawiązując do wypowiedzi “DOUCZONEGO” Pana S należy wnioskować, że wszyscy nasi wspaniali kierowcy rajdowi w Polsce, nie potrafiliby nauczyć kogoś jeździć technikom kierowania potrzebną w wyścigach rajdowych, gdyż jak myślę większość z nich nie ma wykształcenia pedagogicznego. ”Panie Robercie, ma pan rajdowo-wyścigową rację. Wyższe wykształcenie w tym fachu to nie wszystko. Szczerze Panu kibicuję “siłom i godnościom osobistom”.
2/ Pozdrowienia dla innego Kolegi, który rozwinął wątek "awansu zawodowego". O szczegółach tej propozycji należałoby podyskutować, ale kierunek jest właściwy (szczególnie pożądane byłoby przejście "od instruktora do egzaminatora").
Instruktor: Witam, systematycznie śledzę co dzieje się w tej materii. Szkolenie kandydatów na kierowców jest teoretyczne i praktyczne. Może też odbywać się w Szkole, więc czy wyobrażają sobie Państwo, by dziś ktoś prowadził zajęcia w szkole bez wyższego wykształcenia? Należy ujednolicić zasady szkolenia kierowców i przynajmniej na etapie szkolenia teoretycznego wprowadzić obowiązek posiadania wyższego wykształcenia, całkowita zamiana kadry instruktorów na tych z wyższym wykształceniem nie ma racji bytu, bo kto wtedy będzie uczyć jeździć? Ilu w Polsce mamy aktywnych instruktorów nauki jazdy z wyższym wykształceniem? Jeśli są, pracują pewnie w szkole lub innych instytucjach. Niestety prawda jest taka, że samo wykształcenie nie podniesie rangi zawodu tej profesji. Natomiast należy dołożyć wszelkich starań by podnieść efektywność szkolenia w OSK. Im szybciej wejdą nowe testy, na wyższym poziomie będą zajęcia teoretyczne, i tutaj należy pomyśleć o kimś kto ma wiedzę dydaktyczną. Pozdrawiam Instruktor.