Legislacja

Już nie mandat o odszkodowanie za blokowanie torów

7 lutego 2010

Miejskie Zakłady Komunikacyjne w Bydgoszczy podejmują wojnę z kierowcami, blokującymi trasę tramwajów. - Przez źle zaparkowane samochody tracimy pieniądze. Mandaty nie pomagają, więc będziemy domagać się odszkodowań w sądzie - zapowiada szef MZK Paweł Czyrny Zanim. Kary są różne: np. mandat od straży miejskiej: 100 zł i jeden punkt karny. I tak ma szczęście. Kierowca mercedesa, który zablokował ul. Gdańską stracił 500 zł, bo jego auto zostało odholowane. - Ludzie wracają z pracy i muszą godzinę kwitnąć w tramwaju - żalił się jeden z pasażerów, który zadzwonił do redakcji dziennika. - Mandaty powinny być wyższe, wtedy może kierowcy przestaliby wreszcie blokować przejazd. Szef MZK Paweł Czyrny: - Muszę dbać o interes mojej firmy - mówi. Stojący tramwaj blokuje przejazd innym, ludzie stoją na przystankach i na nas narzekają, sądząc, że spóźnienia są z naszej winy. Rozkład jazdy i terminy leżą na całego. Po takim ekscesie trzeba wielu godzin, aby tramwaje zaczęły jeździć zgodnie z rozkładem jazdy - opowiada. Jak twierdzi Czyrny, przez kierowców jego firma straciła w ubiegłym roku kilkadziesiąt tysięcy złotych. - Musimy odzyskać te pieniądze. Jeśli kierowcy sami nie uregulują długów, kierujemy sprawy do sądu - zapowiada. - Długi przestój z powodu zatarasowania trasy przez samochód może kosztować kierowcę nawet tysiąc złotych - oblicza Andrzej Wodyński, dyrektor do spraw ekonomiczno-finansowych w MZK. - Najpierw wyliczam straty przychodów spółki z tytułu niewykonania planowanych wozokilometrów i obciążam tym kierowcę. Notę obciążeniową wysyłamy pocztą. Jeżeli kierowca dobrowolnie nie ureguluje długu, wszczynamy postępowanie egzekucyjne przed sądem - ostrzega. - MZK działają zgodnie z prawem. Jeżeli kierowca utrudnia im wykonywanie obowiązków i firma z tego tytułu ponosi straty, to ma prawo ubiegać się o odszkodowanie - komentuje bydgoski mecenas Edmund Dobecki. - Najpewniej kierowcy będą musieli zapłacić.