
Firmy, które zajmują się pośrednictwem przy przewozie rzeczy, muszą od 1 lipca mieć licencję na krajowy transport drogowy rzeczy. Na zdobycie potrzebnych dokumentów pozostało niewiele czasu, a nie wiadomo, kogo ten nakaz dotyczy – komentuje “Rzeczpospolita”. Przewoźnicy przepisy niekorzystnej i - jak ją nazywają - niechlujnej nowelizacji ustawy o transporcie drogowym z 29 lipca 2005 r. (Dz. U. nr 180, poz. 1497) zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzą, że jest szkodliwa dla branży transportu, spedycji i logistyki. Dodają, że ograniczy działalność małych i średnich spedytorów oraz przewoźników dysponujących kilkoma samochodami. Termin rozprawy w Trybunale nie jest jeszcze podany, nowe przepisy na pewno zaczną więc obowiązywać. “Nowelizacja ustawy o transporcie drogowym nam samym jako środowisku przysparza wielu kłopotów. Zmniejsza konkurencyjność i nakłada na nasze firmy obowiązki administracyjne i finansowe, których nie mają spedytorzy i przewoźnicy w innych krajach Unii Europejskiej. Nowela wprowadza nowe, nieznane dotychczas nikomu, pojęcie pośrednictwa rzeczy, dopisuje je do istniejącego już przepisu, nie wyjaśniając, kogo ono dotyczy. To poważne utrudnienie i sygnalizują je pośrednicy. Dużo poważniejszy problem to ograniczanie wolności gospodarczej. Bo właśnie tym jest wprowadzanie wymogu zdobycia licencji i wysokich zabezpieczeń finansowych. Takie działania rzeczywiście czasem się podejmuje, ale tylko wówczas, gdy mają uzasadnienie. W tym wypadku nie ma żadnych powodów. Nie godząc się z taką praktyką, PISiL zaskarżyła ustawę do Trybunału Konstytucyjnego – mówi Marek Tarczyński, prezes Polskiej Izby Spedycji i Logistyki