Straż miejska przyłapała na gorącym uczynku dwóch mężczyzn malujących zebrę donikąd. Grozi im za to nawet rok więzienia. Ale czy na pewno powinni stanąć przed sądem? W godzinach nocnych patrol straży zauważył mężczyzn malujących pasy dla pieszych. Jak się okazało nie byli to malarze zebr. Malowane przejście prowadziło donikąd. Pieszy, który zechciałby z niego skorzystać, natknąłby się na torowisko, rabaty tulipanowe i płot. Za malowanie pasów staną przed sądem. Malarze zebr to dwaj studenci ASP. Pasy to ich własna inicjatywa. Nie czujemy się kryminalistami - mówią. Dlaczego malowali? - Zauważyliśmy zgrzyt w porządku miasta - ścieżkę wydeptaną w tulipanowej rabacie i rozwaloną siatkę. Naszym celem nie była odpowiedź na pytanie, w jakich miejscach służby powinny malować pasy. Nie dajemy odpowiedzi, zadajemy pytania. Domicz: - Nie piętnujemy miasta ani przechodniów przechodzących w niedozwolonym miejscu. Malując pasy, chcieliśmy zwrócić uwagę na problem. Przemysław Piwecki, rzecznik straży miejskiej, odczytał pracę tak: "Pomysł na zainteresowanie opinii publicznej problemem pieszych przechodzących w niedozwolonych miejscach". - I chciałbym móc powiedzieć, że to dobry pomysł, lecz nie mogę... - wzdycha. Niestety autorzy, nie mieli pozwolenia ZDM. I co gorsza, nie pomyśleli, że zebra w tym miejscu mogła spowodować tragedię... Co by było, gdyby ktoś płotu nie dostrzegł i na te pasy wszedł? Za ustawienie znaku drogowego bez zezwolenia grozi areszt, pozbawienie wolności lub grzywna. Za zniszczenie mienia - nawet rok więzienia.