Legislacja

Namalowali zebrę do nikąd i…

20 maja 2010

Straż miejska przyłapała na gorącym uczynku dwóch mężczyzn malujących zebrę donikąd. Grozi im za to nawet rok więzienia. Ale czy na pewno powinni stanąć przed sądem? W godzinach nocnych patrol straży zauważył mężczyzn malujących pasy dla pieszych. Jak się okazało nie byli to malarze zebr. Malowane przejście prowadziło donikąd. Pieszy, który zechciałby z niego skorzystać, natknąłby się na torowisko, rabaty tulipanowe i płot. Za malowanie pasów staną przed sądem. Malarze zebr to dwaj studenci ASP. Pasy to ich własna inicjatywa. Nie czujemy się kryminalistami - mówią. Dlaczego malowali? - Zauważyliśmy zgrzyt w porządku miasta - ścieżkę wydeptaną w tulipanowej rabacie i rozwaloną siatkę. Naszym celem nie była odpowiedź na pytanie, w jakich miejscach służby powinny malować pasy. Nie dajemy odpowiedzi, zadajemy pytania. Domicz: - Nie piętnujemy miasta ani przechodniów przechodzących w niedozwolonym miejscu. Malując pasy, chcieliśmy zwrócić uwagę na problem. Przemysław Piwecki, rzecznik straży miejskiej, odczytał pracę tak: "Pomysł na zainteresowanie opinii publicznej problemem pieszych przechodzących w niedozwolonych miejscach". - I chciałbym móc powiedzieć, że to dobry pomysł, lecz nie mogę... - wzdycha. Niestety autorzy, nie mieli pozwolenia ZDM. I co gorsza, nie pomyśleli, że zebra w tym miejscu mogła spowodować tragedię... Co by było, gdyby ktoś płotu nie dostrzegł i na te pasy wszedł? Za ustawienie znaku drogowego bez zezwolenia grozi areszt, pozbawienie wolności lub grzywna. Za zniszczenie mienia - nawet rok więzienia.