Brak tablic rejestracyjnych to sposób wrocławskich kierowców na oszukanie fotoradarów. Zjawisko obserwują policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji. Jego naczelnik Jacek Wójcik przyznaje, że zatrzymany przez funkcjonariuszy kierowca próbuje się tłumaczyć zawsze tak samo. Jak? - Że tablica właśnie mu się urwała - mówi Wójcik. - Zabieramy mu dowód rejestracyjny i wypisujemy mandat w wysokości 100 zł za brak kompletnego wyposażenia samochodu. Szef wrocławskiej drogówki zapewnia, że tacy pomysłowi kierowcy raczej długo się nie uchowają. Jeżeli nie policjanci, to namierzy ich fotoradar. I nie jest to wcale takie trudne. - Bo ludzie zapominają, że na szybie mają przyklejoną winietę, a dzięki niej można odczytać numery rejestracyjne pojazdu - wskazuje Sławomir Chełchowski, rzecznik wrocławskiej straży miejskiej. Okazuje się, że jeśli i to nie wystarczy, to fotokomórka "pstryknie" zdjęcie także z tyłu auta i "zapamięta" twarz kierowcy. Ale pomysłowość wrocławian nie ma końca. Hitem (ale nieskutecznym) w oszukiwaniu foto-radarów jest zamazanie błotem tablicy albo przyklejenie do niej wielkiego liścia zasłaniającego pierwszą literę. - Testowałem kiedyś lakier do włosów, który miał odbijać promienie z fotoradaru. Ale to była kompletna bzdura, bo dostałem potem do domu zdjęcie - przyznaje jednej z wrocławskich kierowców, który teraz woli zdjąć nogę z gazu. Niewykluczone, że w przyszłym roku nie będzie już potrzeby wymyślania dziwnych sztuczek. Parlamentarzyści z Sejmowej Komisji Infrastruktury chcą, by ograniczyć liczbę urządzeń mierzących prędkość przy drogach. Mają one stać tylko tam, gdzie jest niebezpiecznie, a nie - tak jak dziś - gdzie popadnie. Pomysłodawcy zmian liczą, że właśnie to nauczy nieuczciwych kierowców bezpiecznego poruszania się po drogach. O tym, gdzie staną prawdziwe skrzynki, zdecydują wspólnie: policja oraz Inspekcja Transportu Drogowego.