W kodeksie cywilnym pojawi się wkrótce nowy przepis. Osoby, które w wypadkach straciły najbliższych, poza odszkodowaniem będą mogły także dochodzić rekompensaty za doznaną krzywdę. Dla firm ubezpieczeniowych to spory problem: nikt nie wie, ile ma kosztować smutek, ból i łzy. I o ile z tego tytułu należy podnieść ceny polis. Kiedy w wypadku zostaje uszkodzony samochód, sprawa jest prosta. Pogięte błotniki, połamane zderzaki, potłuczone szyby – wszystko można łatwo naprawić lub wymienić na nowe. Są tabele, cenniki, wiadomo, co ile kosztuje. W ostateczności można kupić nowe auto. Trzeba tylko ustalić, kto był sprawcą wypadku, a kto poszkodowanym. Finansowo odpowiada sprawca, a w jego imieniu zakład ubezpieczeń, bo każdy właściciel pojazdu musi mieć polisę odpowiedzialności cywilnej (OC). Inna rzecz, że są i tacy (szacowani w dziesiątkach tysięcy), którzy tego obowiązku nie dopełniają. Sprawa komplikuje się, gdy w wypadku ucierpią ludzie. Złamaną rękę, połamane żebra, poparzoną skórę trudniej wycenić. Nie ma części zamiennych ani cenników. Pojawiają się za to tabele ubezpieczeniowe szacujące procenty uszczerbku na zdrowiu i przeliczające je na pieniądze. Poszkodowany może dochodzić także zwrotu kosztów leczenia, rehabilitacji, rekompensaty innych poniesionych strat, a w ostateczności także domagać się przyznania stałej renty. Sytuacja radykalnie się zmienia, kiedy wskutek wypadku człowiek traci życie. Kto wówczas jest poszkodowanym? Przyjmuje się, że pośrednio są nimi osoby najbliższe i to one mają teraz prawo do odszkodowania. Znów trzeba jednak wyliczyć szkodę – koszty pochówku ofiary, czasem także wcześniejszego leczenia i opieki, skutki pogorszenia się sytuacji materialnej bliskich, renty dla żony i dzieci (zwłaszcza jeśli ginie główny żywiciel) itd. Do tego mogą dojść trudne do wyliczenia koszty dodatkowe, związane ze stanem psychicznym. Jeśli ktoś z najbliższych pod wpływem doznanej traumy zapadł na zdrowiu, stracił pracę, przeżywa depresję, także ma prawo z tego tytułu do odszkodowania. Sejm znowelizował kodeks cywilny wprowadzając nowy przepis: “sąd może także przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę”. Stało się tak na wniosek rzecznika praw obywatelskich, który powołał się na konieczność zwiększenia ochrony ofiar wypadków komunikacyjnych. “Śmierć osoby bliskiej narusza sferę psychicznych odczuć jednostki” – stwierdził rzecznik, a Sejm to potwierdził. Co to w praktyce oznacza? – Pojawia się nowy typ świadczenia związanego ze śmiercią osoby najbliższej. To dobra wiadomość, bo wiele osób ma dziś poczucie niesprawiedliwości, gdy słyszy, że nic im się nie należy tylko dlatego, że się nie załamali psychicznie, starają się sobie radzić, więc nie nastąpiło znaczne pogorszenie ich sytuacji życiowej – wyjaśnia Edyta Ryś z wrocławskiej kancelarii odszkodowawczej Adiutor Centrum, która problematyką odszkodowań zajmuje się od strony praktycznej i naukowej. Firmy ubezpieczeniowe bez entuzjazmu przyjęły nowelizację kodeksu. Po “podatku Religi” (część składek OC kierowców muszą przekazywać do NFZ) to kolejne obciążenie polis ubezpieczeń komunikacyjnych. – Zadośćuczynienie za doznaną krzywdę po stracie osoby bliskiej to nowy rodzaj świadczenia, które zapewne będą wypłacać ubezpieczyciele. Nie sposób go na razie dokładnie oszacować, bo nie wiadomo, jak wycenić samo cierpienie. I najważniejsze – jak do tego będą podchodzić sądy – wyjaśnia Katarzyna Lewandowska, dyrektor ds. produktów komunikacyjnych w Centrali PZU. Największy polski ubezpieczyciel, do którego należy połowa rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, w ciągu roku wypłaca odszkodowania związane ze śmiercią w wypadkach drogowych ok. 2 tys. osób. Do tego trzeba doliczyć ok. 200 osób, które giną w tragicznych zdarzeniach objętych innymi typami ubezpieczeń (medyczne, turystyczne, pracownicze itp.). One też będą traktowane na tych samych zasadach.