Właściciele prywatnych busów muszą płacić żywieckiemu MZK za korzystanie z przystanków autobusowych - orzekł sąd – donosi “Gazeta pl. Bielsko-Biała”. O prywatnych przewoźnikach zrobiło się głośno na Żywiecczyźnie w 2003 roku. Prywatna firma z Rabki zaczęła wozić pasażerów busami. Te podjeżdżały na przystanki chwilę przed przyjazdem pekaesów i miejskich autobusów. Zaczęły im odbierać pasażerów. Przeciwko obecności przewoźnika zaprotestowali oficjalnie w urzędzie marszałkowskim starostowie bielski i żywiecki. Jednak urzędnicy uznali, że jeśli przewoźnik działa zgodnie z przepisami, ma prawo wozić pasażerów, bo żyjemy w czasach wolnej konkurencji. Potem pojawili się w regionie kolejni prywatni przewoźnicy, również korzystający z miejskich przystanków w Żywcu. Tymczasem utrzymanie przystanków kosztuje. Tylko w zeszłym roku żywiecki Miejski Zakład Komunikacji wydał na to prawie 130 tys. zł. - To koszt sprzątania, wywozu śmieci, naprawiania zniszczeń wyrządzonych przez wandali - wylicza Leszek Kamiński, prezes żywieckiego MZK. Zakład zaczął pobierać na prywatnych przewoźników opłaty za korzystanie z przystanków. Przewoźnik z Rabki poskarżył się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd nałożył na MZK karę w wysokości 22 tys. zł, uznając, że zakład jako zarządca przystanków nadużył swojej pozycji rynkowej. "Przewoźnicy byli obciążeni taryfami dwukrotnie wyższymi, niż wynikałoby to z proporcjonalnego podziału kosztów utrzymania przystanków. Ponadto MZK ponosi niższe opłaty z tytułu utrzymania przystanków od nakładanych na innych przewoźników. Stawia go to w pozycji uprzywilejowanej i umożliwia oferowanie niższych cen za wykonywane przez siebie usługi" - takie argumenty znalazły się w uzasadnieniu UOKiK. Wieść o karze dla MZK szybko się rozniosła. - Nawet ci prywatni przewoźnicy, którzy wcześniej zgodzili się płacić za korzystanie z przystanków, przestali to robić - mówi Kamiński. MZK odwołał się Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urzędnicy pokazywali w sądzie m.in. fotografie zniszczonych wiat, których nie można wymienić z uwagi na sytuację finansową MZK, oraz zdjęcia przystanków notorycznie dewastowanych przez chuliganów. Przekonywali, że kwoty, jakich zażądali od przewoźników, nie wzięły się z sufitu. Przynieśli też fotografie mające udowodnić, że prywatni przewoźnicy robią ich w konia i korzystają także z przystanków nieobjętych ich rozkładami jazdy. Sąd przyznał rację MZK. Właśnie wydał orzeczenie w tej sprawie. - Bardzo nas cieszy, że jednak racja jest po naszej stronie - mówi Tomasz Terteka, rzecznik żywieckiego magistratu. MZK wezwie teraz wszystkich przewoźników korzystających z miejskich przystanków do podpisania umów i partycypowania w kosztach ich utrzymania. - Zastanowimy się też z burmistrzem, jak można to kontrolować i egzekwować - mówi Kamiński. - Jak nałożą zbyt wysokie opłaty, to przewoźnicy przeniosą interes gdzie indziej. Wtedy mieszkańcy odczują, w jak wiele miejsc nie dojadą autobusami. Ciekawe, jak urzędnicy poradzą sobie ze skargami niezadowolonych pasażerów - mówi jeden z kierowców busa.