W Częstochowie właściciele lawet reklamowych przez lukę prawną parkują w płatnej strefie za darmo, często blokują dwa lub nawet trzy miejsca postojowe. Jak policzyli dziennikarze: opłaty obowiązują przez dziewięć godzin dziennie, za godzinę trzeba zapłacić 2 zł, więc - jako że chodzi o dwa miejsca - dzienna stawka powinna wynieść 36 zł. To przykładowa dzienna stawka za parkowanie, jednak - przez lukę w prawie o ruchu drogowym, w którym zapisano, że zarządcy dróg mogą pobierać opłaty tylko od pojazdów samochodowych, a przyczepy się w tej definicji nie mieszczą, zarobku nie ma. Straż Miejska rozkłada ręce: Jeśli przyczepa nie tamuje ruchu, nic nie możemy zrobić. Jaka na to rada? Rozważane będzie wprowadzenie oznakowania zabraniającego wjazdu do centrum samochodów z przyczepami. Bo skoro nie będzie można z lawetą wjechać, to nie zostanie porzucona na płatnym miejscu.
A jak to robią inni:Jest jeszcze inny sposób - przetestowany trzy lata temu w stolicy Wielkopolski. Poznańscy drogowcy uznali po prostu, że laweta z billboardem jest reklamą, a za takie należy się opłata za "zajęcie pasa drogowego". Zaczęli gromadzić dowody, że dana laweta stała w strefie płatnego parkowania, i naliczać kary za brak opłaty w wysokości dziesięciokrotności stawki ustalonej dla samochodów. Czyli 240 zł dziennie. Jedna z firm, na którą drogowcy nałożyli karę, poskarżyła się wprawdzie w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, ale przyznało ono rację drogowcom. Za lawety stojące na ulicach, lecz poza płatną strefą, wzięła się z kolei poznańska straż miejska. Strażnicy uznali, że laweta zajmuje miejsce na drodze tak jak np. kontener na gruz. Czyli trzeba za nią zapłacić. Zaczęli kierować do sądu wnioski o ukaranie właścicieli przyczep reklamowych.