
(507-3 fot. jola michasiewicz)
Pieszy staje przy krawędzi jezdni i pytanie czy powinien mieć bezwzględne pierwszeństwo. Dyskusja wywyłana projektem zmian w ustawie - Prawo o ruchu drogowym, który jeszcze w ubiegłym roku złżyła grupa posłów, niestety trwa. Pojawiające się opinie są często skrajne. Mamy zwolenników ustawowego wprowadzenia właśnie bezwzględnego pierwszeństwa, są opinie przeciwne, a nawet wskazujące, iż po ewentualnym wprowadzeniu przepisów ilość wypadków ulegnie zwiększeniu. Nie chcą tzw. “świętych krów”, wołają “nie chcemy blokady dróg”. Proponuję, aby nie dawać pieszym przywilejów,tylko niech pieszy podniesie rękę w górę,gdy ma trudności z przejściem - pisze internauta. Tak głupi przepis uderza najbardziej w kierowców ciężarówek, które posiadają dużą bezwładność w ruszaniu z miejsca! Nie bierzcie wzorów z Zachodu - oceniają inni. Są też tacy, którzy mówią o kulturze zarówno pieszego, jak i kierowcy i twierdzących, iż jakiekolwiek zmiany prawa nie są potrzebne. Proponują natomiast: od pieszych wymagałbym ukończenia kursu pieszego ze zdaniem odpowiedniego egzaminu. Jest takim samym uczestnikiem ruchu na drodze jak kierowca samochodu! Albo... obowiązkowe prawo jazdy dla uczniów szkół średnich. No tak tylko kto za to miałby zapłacić. Może ubezpieczalnie? ITD. itd. Poniżej kolejne głosy w dyskusji. Czekamy na kolejne - e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl
|
Marcin Dysiewicz, instruktor nauki jazdy (507-35 fot. ze zbiorów autora wypowiedzi) |
Dzień dobry, W związku z szumem medialnym wokół przejść dla pieszych postanowiłem napisać w końcu do Państwa ten list. Jestem instruktorem nauki jazdy i myślę, że znalazłem realny sposób na zmniejszenie liczby ofiar na przejściach dla pieszych. Mój pomysł opiera się na zwiększeniu komunikacji pomiędzy kierowcą pojazdu a pieszym. Odbywać by się to miało dzięki specjalnie zamontowanym pionowym słupkom, które należałoby zamontować około 1 m od jezdni drogi w miejscu przejścia dla pieszych. Słupek musiałby być widoczny z daleka dla nadjeżdżającego kierowcy (np. pomalowany specjalną odblaskową farbą, mieć około 1 m wysokości i być wąski, żeby nie zasłaniał np. dzieci). Słupek wyznaczałby granice, po przekroczeniu której pieszy wysyłałby informację dla nadjeżdżających kierowców, że ma zamiar przejść. Kierowca widząc takie zachowanie byłby zobowiązany do zatrzymania pojazdu przed przejściem dla pieszych i przepuszczenia. Zauważyłem, że ludzie którzy chcą aby nadjeżdżający pojazd nie zatrzymywał się i w związku z tym nie przepuszczał ich na przejściu, intuicyjnie zatrzymują się w dalszej odległości niż ludzie, którzy chcą natychmiast przejść. Byłoby to więc bardzo czytelne rozwiązanie zarówno dla kierowców jak i pieszych. Dodatkowo wyróżniający się, jaskrawo pomalowany słupek wyczulałby kierowców i ostrzegał ich również o zbliżaniu się do przejścia dla pieszych. Od słupka powinna przebiegać jakaś wyraźna linia po chodniku, dzięki której pieszy mógłby określić dokładną granicę. Techniczne szczegóły myślę, że są łatwe do rozwiązania a metoda bardzo szybka do zrealizowania. Mam nadzieję, że ten list nie umknie w gąszczu innych korespondencji i zostanie przekazany do właściwych osób. Z wyrazami szacunku Marcin Dysiewicz.
|
|
Ruszyła fala dyskusji na temat prawnej regulacji stosunku kierowca pieszy. Są jakoby pierwsze projekty znowelizowania tego fragmentu ustawy - Prawo o ruchu drogowym. Nie są to pierwsze próby znowelizowania. Pojawiają się one przez niemal całe półwiecze, bo mniej więcej tyle już czasu minęło od uchwalenia pierwszej ustawy. Działo się to głównie i inspiracji Policji domagającej się nadania przepisowi - choćby w części - charakteru mierzalnego. Prawda jest okrutna. Pieszy gęsto pada pod kołami samochodów - i ten na wyznaczonym przejściu dla pieszych i ten na poboczu drogi poza obszarem zabudowanym. W ubiegłym tygodniu Telewizja zorganizowała naradę ekspertów w sprawach bezpieczeństwa ruchu drogowego. Byli indagowani przez prowadzącego audycję i sami gorączkowo poszukiwali modelu zmian, jakie należałoby wprowadzić do ustawy. Uważnego widza musiał zaniepokoić fakt, że rozważania snuły się wokół skutków - doskonałego lub wadliwego - przepisu. Prowadzący audycję nie podsunął myśli uczestnikom, by zastanowili się nad przyczyną tej fatalnej sytuacji. Nie podsunął myśli, by zastanowić się nad stanem realizacji obowiązującego przepisy. Ironicznym trzeba nazwać fakt pojawienia się na ekranie telewizora ilustracji do tematu, mianowicie samochód ciężarowy jadący z ul. Wiatracznej i skręcający w prawo w ulicę Washingtona przejechał niemal po czubkach bytów przechodnia będącego na początku drugiej połowy przejścia dla pieszych. Przejścia dobrze widocznego z perspektywy kierowcy. Skoro obraz ten znalazł się w telewizji, znaczy musiało go przed tym zarejestrować oko kamery obserwujące węzeł drogowy. I co. I nic. |
Jan Zasel, ekspert z zakresu prawa drogowego, autor książek (507-109 fot. jola michasiewicz) |
|
Nasuwa się wniosek, że skoro eksperci nie potrafili wskazać lepszego prawnego uregulowanie tego stosunku w jakimkolwiek kraju Europy może to oznaczać, że nie prawo, lecz jego realizacja prawa nie jest odpowiednia. Realizacja, to znaczy sposób jego wykonywania przez kierowców i sposób jego wdrażania przez służbę kontroli ruchu są wadliwe. Nie musimy sięgać do badań socjologicznych ażeby skonstatować, że nasz, Polaków, poziom kultury osobistej - mówiąc delikatnie - odbiega nieco od poziomu kultury europejskiej. Poziom zdyscyplinowania - podobnie. Gdy zasiądziemy za sterami samochodu, a nie daj Bóg takiego za kilkaset tysięcy złotych, świat poza nami wydaje się malutki. W dodatku kręcą się po nim jakieś, czasem ubogo ubrane, ludziki, które nam przeszkadzają. Przeszkadza nam również to, że nie możemy podjechać pod schody budynku, w którym pracujemy czy mieszkamy. Kompletnie ignorujemy innych uczestników ruchu. Co w tej dramatycznej sytuacji robić? Czy jest jakieś sensowne wyjście? Myślę. że jest. Na pewno nie w próbach poszukiwania nowego prawnego uregulowania. Trzeba po prostu prowadzić szeroką edukację komunikacyjną. Niech każdy wykonuje rzetelnie to, do czego został powołany. Niech wychowaniem kierowców zajmą się automobilkluby (tam również powinien być realizowany "eco-driving"). Niech Policja rzetelnie wypełnia arkusz opisujący przebieg wypadku kierowca-pieszy. Niech Instytut Transportu Samochodowego spróbuje przeprowadzić naukowe badanie przyczyn wypadków kierowca-pieszy. Z ostatnich wypowiedzi Prezesa Najwyższej Izby Kontroli wynika, że właśnie ta instytucja tym się zajmuje i - jak się wydaje - robi to kompetentnie, a skądinąd wiadomo, że jest powołana do innych, bardziej globalnych zadań. J.Z. | |

