Legislacja

Sąd Najwyższy o odpowiedzialności instruktora

15 kwietnia 2011

Sąd Najwyższy rozpatrywał kwestię odpowiedzialności instruktora nauki jazdy. Wypadek ze skutkiem śmiertelnym miał miejsce w listopadzie 27 roku (Radzyń Podlaski). Wówczas, w złych warunkach atmosferycznych, odbywała się jazda doszkalająca. Za kierownicą siedziała kursantka, która stała się bezpośrednim sprawcą wypadku. Po rozpatrzeniu w dwóch kolejnych instancjach lubelska prokuratura postanowiła jednak skierować sprawę do Sądu Najwyższego z wnioskiem o kasację i skierowaniem sprawy do ponownego rozpatrzenia. Sąd jednak utrzymał zasądzone wyroki. Co oczywiste środowisko żywo było zainteresowane ostatecznym rozstrzygnięciem zagadnienia prawnego, kto ponosi odpowiedzialność w takiej sytuacji, czy kursantka, czy instruktor, czy oboje. Przypomnijmy – w pierwszej instancji – w Radzyniu Podlaskim ciężar odpowiedzialności rozłożył na kursantkę i instruktora, natomiast Sąd Okręgowy w Lublinie w swoim wyroku uznał winnym tylko instruktora. Utrzymał wyrok więzienia i 3-letni zakaz wykonywania zawodu wobec instruktora, a oddalił trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz – co też jest ważne – uchylił umyślność czynu na nieumyślność. Całkowicie uniewinnił Mirosławę D. - Pani Mirosława nie była osobą prowadzącą samochód, a jedynie współprowadzącą, zależną od swojego instruktora. To on miał korygować jej zachowanie. On miał decydować o manewrach. Był oczami i głową kursanta - uzasadnił sąd. Wyrok był prawomocny, ale kasację do niego złożyła zarówno Prokuratura Okręgowa w Lublinie, jak i adwokat instruktora. Śledczy argumentowali, że uniewinnienie było niesłuszne, bo oparte na "wybiórczo i powierzchownie" ocenionych dowodach. Domagali się ponownej rozprawy. Sąd Najwyższy obie kasację właśnie oddalił. Prokuratorską uznał za pozbawioną racji. SN podkreślił, że kursant wcale nie jest osobą bezkarną, bo jest traktowany jak każdy inny uczestnik ruchu. Sąd zauważył jednak, że Mirosława Daniłko nie naruszyła przepisów umyślnie. Miała braki w technice jazdy, nie potrafiła właściwie ocenić sytuacji na drodze. A tego akurat nie da się nauczyć z książek, a właśnie podczas szkolenia praktycznego. Feralnego dnia jechała z prędkością niższą niż pozwalały przepisy. Mimo to i tak nie była bezpieczna, bo fatalne były warunki na drodze. Ale na to, zdaniem SN powinien zwrócić uwagę instruktor. Decyzja Sądu Najwyższego zamyka sprawę. Prokuratura odwoływać się już nie może. - Nie komentujemy orzeczeń sądowych - powiedziała lubelskiej “Gazecie pl” Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.