Legislacja

Samochód niebezpiecznym narzędziem

16 lutego 2010

Prokuratura twierdzi, że Sławomir J. chciał zabić swoją narzeczoną. Oskarżony mówi, że to był tylko nieszczęśliwy wypadek. Pokrzywdzona zresztą też. 39-letnia Anna P. do dziś nie doszła do siebie, miała połamane ręce, udo i miednicę, później okazało się, że także wstrząs mózgu i wiele innych obrażeń. Czekają je jeszcze przynajmniej cztery poważne operacje. - Nie mogę pracować, jestem na rencie - mówiła przed sądem. Kto jej to wszystko zrobił? Według prokuratury 32-letni Sławomir J., jej przyjaciel. A było to tak. Anna i Sławek całe święta spędzili w wynajmowanym przez nią mieszkaniu w Chrośnie, tam też postanowili spędzić sylwestra. Poszli do sąsiadów, gdzie na tzw. domówce bawiły się jeszcze dwie pary. W pewnym momencie panie zaczęły tańczyć i zrzucać z siebie ubrania. Anna miała zdjąć spodnie, jej koleżanka bluzkę. Sławomir J., tak twierdzi prokuratura, bardzo się tym zdenerwował. Wyszedł na dwór i wsiadł do swojego mercedesa. Gdy pojawiła się jego narzeczona, włączył pierwszy bieg i ruszył w jej kierunku. Potrącił ją samochodem, przejechał po niej, wrzucił wsteczny bieg, a potem przejechał raz jeszcze. Na pierwszym przesłuchaniu w prokuraturze wyjaśnił: - Poczułem się odrzucony i zdradzony. Chciałem ją w ten sposób ukarać. Dopiero po chwili dotarło do mnie, co zrobiłem. Śledczy oskarżyli go o próbę zabójstwa, ale niemal dwa miesiące później J. odwołał wyjaśnienia. Stwierdził, że to był nieszczęśliwy wypadek. Sławomir J. twierdzi, że przyznał się do winy za namową przesłuchującego go funkcjonariusza. - Policjant powiedział mi, że jeśli chcę pomóc Annie i sobie, to muszę to zrobić - twierdził przed sądem. - W jaki sposób to miało pomóc oskarżonemu? - pytała z niedowierzaniem sędzia Barbara Piwnik. - Nie potrafię odpowiedzieć. Ja ufałem temu policjantowi, byłem zagubiony - odparł Sławomir J. I oskarżony, i pokrzywdzona twierdzą, planują wspólne życie.